Oferty pracy
Oferty według branż
- Administracja [2]
- Architektura [0]
- Bankowość / Ekonomia [1]
- Biotechnologia [0]
- Budownictwo [7]
- Chemia [0]
- Doradztwo / Konsulting [1]
- Edukacja [0]
- Elektronika [1]
- Elektryka [0]
- Energetyka [0]
- Farmaceutyka [0]
- Finanse i księgowość [12]
- FMCG [0]
- Geodezja [0]
- Grafika / Media [3]
- Handel / Sprzedaż [63]
- HR / Kadry [1]
- Inżynieria środowiska [0]
- IT / Internet [7]
- Komputery / oprogramowanie [1]
- Komputery / sprzęt [0]
- Koordynacja / Logistyka [0]
- Logistyka / Zakupy [1]
- Marketing / Reklama [2]
- Mechanika [1]
- Medycyna [2]
- Motoryzacja [0]
- Nieruchomości [0]
- Obsługa klienta/call center [7]
- Operatorzy/mechanicy maszyn i urządzeń [4]
- Organizacje pozarządowe [0]
- Praca fizyczna [4]
- Prace biurowe [1]
- Prawo [0]
- Projektowanie / Wdrażanie [0]
- Public Relations [0]
- Rolnictwo [0]
- Rozrywka/Sztuka [1]
- Technika / Inżynieria / Konstrukcja [5]
- Telekomunikacja [0]
- Telekomunikacja (oferty pracy w Nokia Siemens Networks) [0]
- Tłumaczenia/Języki obce [0]
- Transport [1]
- Turystyka i hotelarstwo [1]
- Ubezpieczenia [10]
- Weterynaria [0]
- Windykacja [0]
- Zarządzanie produkcją [2]
- Zarządzanie / Organizacja [0]
- Inna [49]
Obcokrajowcy na polskim rynku pracy
Migracja zarobkowa to termin, który jest dziś dobrze znany i nie wymaga szczegółowego wyjaśniania. Chyba każdy z nas, jeśli nie był za granicą w pracy, lub nie zamierza wyjechać, to z pewnością ma w swoim najbliższym otoczeniu taką osobę.O ile te zjawiska zdają się nam znajome w odniesieniu do migrujących Polaków, o tyle wciąż stosunkowo niewiele mówi się o zasilających nasz rynek pracy cudzoziemcach i problemach przed nimi stojących...
Zza wschodniej granicy...
Podanie dokładnej liczby obcokrajowców zatrudnionych w Polsce jest trudne z kilku powodów. Pewna ich część pochodzi z krajów Unii Europejskiej, więc nie prowadzi się ich rejestracji. Duża część pracuje okresowo, najczęściej przez 3 miesiące, więc ich liczba wciąż się zmienia. W ubiegłym roku w Polsce cudzoziemcom wydano ponad 10 tys. zezwoleń na pracę. Najwięcej dostali ich Ukraińcy, Wietnamczycy, Białorusini i Niemcy. Zezwolenia nie potrzebują obywatele USA, Kanady, Australii i Nowej Zelandii nauczający swojego języka ojczystego, a także studenci wykonujący pracę w ramach staży.
Dane dotyczące wydanych zezwoleń mogą jednak być mylące, gdyż znaczny ich procent to pozwolenia przedłużane starym pracownikom. Natomiast problem oszacowania liczby pracujących na czarno jest oczywisty. Według nieoficjalnych danych pracuje w Polsce, legalnie i nielegalnie, około 100 tysięcy cudzoziemców. Nie jest to wielka liczba, ale stopniowo rośnie.
Pod względem charakteru podejmowanej pracy imigrantów zarobkowych można podzielić na dwie grupy:
- pierwszą stanowią ludzie, którzy przyjeżdżają z zamiarem znalezienia pracy, najczęściej fizycznej. Należą do nich przeważnie mieszkańcy Europy wschodniej i południowej oraz Azji,
- drugą są menedżerowie i specjaliści, którzy przybywają najczęściej wraz z inwestycjami firm.
Czynnikami skłaniającymi pracowników grupy pierwszej (tj.:Rosjan, Ukraińców i Białorusinów) do pracy w Polsce są przede wszystkim: bliskość geograficzna, podobieństwo kultury i języka, rozwinięta „szara strefa”. Dla części imigrantów wysokość zarobków w Polsce jest w miarę atrakcyjna. Jednak dla większości z nich wysokość wynagrodzeń jest zniechęcająca. Choć są one wyższe niż w ojczyznach imigrantów, to nie tak wysokie, jak w innych krajach. Faktycznie, rynek pracy z miesięczną średnią minimalną płacą równą 936 złotych nie jest dla nich zbyt pociągający. Według Ministerstwa Pracy od momentu wprowadzenia ułatwień w uzyskiwaniu pozwoleń na pracę w rolnictwie we wrześniu ubiegłego roku, pracę podjęło zaledwie 350 Ukraińców. Być może statystykę tę zawyży przepis obowiązujący od 20 lipca, według którego wszyscy polscy przedsiębiorcy mogą zatrudniać Rosjan, Białorusinów i Ukraińców dwa razy w roku po trzy miesiące bez zezwolenia i opłaty za legalną pracę, która wynosiła 936 zł .Pracownicy ze wschodu będą musieli wykazać się tylko "oświadczeniem polskiego pracodawcy o zamiarze powierzenia wykonywania pracy, zarejestrowanym w powiatowym urzędzie pracy właściwym ze względu na miejsce zamieszkania lub siedzibę pracodawcy". Możliwość pracy bez zezwolenia dla Rosjan, Ukraińców i Białorusinów obejmuje wszystkie sektory gospodarki, a nie - jak obecnie - tylko rolnictwo. Według ukraińskich źródeł, w Polsce pracuje od 60 tys. do 320 tys. obywateli Ukrainy, przy czym (wg źródeł polskich) legalnie zatrudnionych jest tylko ponad 3 tys. Ukraińców. Prawie połowa z nich otrzymała pozwolenie na pracę w województwie mazowieckim. Uproszczona procedura, znana z obowiązującej ustawy, obejmuje tylko niewielki odsetek Ukraińców, którzy posiadają tzw. wizy do pracy uprawniające ich do pracy tylko u tego pracodawcy, który „ściągnął” ich do Polski. Zaś obywatele Ukrainy, którzy przyjechali do naszego kraju na podstawie wiz turystycznych (a takich jest większość), muszą pracować nielegalnie, narażając się na wydalenie z Polski. Liberalizacja prawa pracy może ułatwić im zdobycie legalnego zajęcia w Polsce, ale nie rozwiązuje jeszcze problemu ich traktowania. A traktowani są niestety jak tania siła robocza, dzięki której można w łatwy sposób obniżyć koszty pracy. To otwiera nieuczciwym pracodawcom furtkę do wyzyskiwania robotników. Takim działaniom starają się przeciwdziałać odpowiednie instytucje, jedną z nich jest Komitet Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników (KPiORP). Organizacja powstała 21 stycznia 2006 r. z inicjatywy trzech związkowców zwolnionych z pracy niezgodnie z prawem. Od początku powstania Komitetu, zgłaszają się do niego ludzie potrzebujący pomocy. Działacze KPiORP udzielają im wsparcia, a gdy zachodzi taka potrzeba, organizują również pikiety i demonstracje w obronie pokrzywdzonych. Starają się też nagłaśniać przypadki wyzysku i łamania praw pracowniczych (więcej o działalności KPiORP na stronie www.pracownicy.org.pl).
Polski rynek pracy nie jest atrakcyjny dla Bułgarów i Rumunów, mieszkańców nowych państw członkowskich UE. Mimo, że od 1 stycznia mają oni swobodny dostęp do polskiego rynku pracy, polski rynek przegrywa w atrakcyjności z rynkami państw „starej Unii”. W 2005 r. Bułgarzy złożyli 102 wnioski o pozwolenie na pracę, a Rumuni – zaledwie 66. Od momentu liberalizacji przepisów nie widać jednak dużego wzrostu zainteresowania tych obywateli pracą w naszym kraju.
Emigracja zarobkowa Polaków i doskwierający brak rąk do pracy w budownictwie i przemyśle skłonił do poszukiwania pracowników na Dalekim Wschodzie.
Ostatnio w województwie dolnośląskim ulokowana została jedna z największych inwestycji w Polsce- fabryka koreańskiego koncernu LG Philips LCD i sześciu jego poddostawców. Koncern planował dać pracę 12 tys. Polaków. W zamian za to rząd zadeklarował prawie 400 mln zł pomocy publicznej, głównie ulg podatkowych. Jednak Koreańczycy zaoferowali niskie płace(ok. 1400zł brutto dla pracownika na produkcji), przez co pojawił się problem ze znalezieniem pracowników, nawet w dolnośląskich gminach, w których bezrobocie sięga 30 proc. Ostatecznie zdecydowano się na sprowadzenie do kraju koreańskich pracowników. Nie jest to przypadek odosobniony. Minister pracy Anna Kalata niedawno bowiem stwierdziła: „Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko otworzyć rynek pracy dla obcokrajowców”. Ta wypowiedź potwierdza politykę Ministerstwa Pracy, które od pewnego czasu stopniowo otwiera rynek dla przybyszów zza wschodniej granicy.
Najnowszy projekt Ministerstwa zakłada znacznie dalej idące kroki w kierunku złagodzenia obecnego prawa. Na jego mocy uproszczoną procedurą zostaną objęci także Chińczycy, Koreańczycy i Wietnamczycy. Wystarczy, że od polskiego pracodawcy dostaną zaświadczenie, że ich zatrudni. Nie będzie już wymagane zezwolenie na pracę, które teraz wydają m.in. urzędy wojewódzkie. Ponadto zapowiadane jest zmniejszenie nawet dziesięciokrotnie opłaty za zezwolenie na zatrudnienie cudzoziemców, a w przypadku zawodów uznanych za deficytowe- całkowite z niej zwolnienie. Ministerstwo uzgodniło również, że sytuację na lokalnych rynkach będą na bieżąco monitorowali marszałkowie województw. W przypadku cudzoziemców delegowanych do pracy w naszym kraju rozważana jest także rezygnacja z tzw. testu rynku pracy, czyli sprawdzania, czy w powiecie nie ma Polaków gotowych do wykonania zajęć zaproponowanych obcokrajowcom
Pomysły Ministerstwa Pracy uzyskały aprobatę Konfederacji Pracodawców Polskich. Zresztą już teraz, przy obecnym prawie, przedsiębiorcy z coraz większą łatwością sięgają po cudzoziemców. Dla przykładu, firma Sadpol spod Pułtuska sprowadziła w lecie na swoje pola dwa tysiące robotników z Indii do zbioru owoców. Setki Chińczyków do zbioru truskawek sprowadzają mazowieccy plantatorzy truskawek. 150 robotników z Azji zatrudni na swoich budowach firma developerska J.W. Construction. W Stoczni Gdańskiej od miesięcy pracują spawacze z Korei Północnej. Tylko w tym roku mazowiecki wojewódzki urząd pracy wydał zgodę na przyjazd do pracy w Warszawie i okolicach 1,7 tys. obcokrajowcom. Ponad połowa z nich pochodzi z Dalekiego Wschodu, głównie z Wietnamu (330), Chin (117) i Korei (77).
Przybysze z Zachodu
Kiedy mówi się o otwarciu rynku pracy, wszyscy mamy na myśli napływ taniej, niewykwalifikowanej siły roboczej ze Wschodu. Tymczasem nie wolno pominąć drugiej, wspomnianej już, równie ważnej grupy. Otwarcie rynku pracy dla obcokrajowców oznacza bowiem dopuszczenie do niego również mieszkańców „starej piętnastki”. Najczęściej pracują oni jako menedżerowie, przede wszystkim w zachodnich firmach, albo w zawodach wymagających specjalistycznego wykształcenia. W 2006 roku zagraniczne firmy zainwestowały w Polsce ponad 14 miliardów dolarów. Rok wcześniej wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych stanowiła 2,1 procent PKB. Przyjeżdżający do Polski menedżerowie i specjaliści stanowią wymierną korzyść dla gospodarki. Organizują specjalne kursy dla polskich pracowników. Polacy mogą ich podpatrywać i uczyć się kultury pracy i organizacji. Ściągają do Polski także różnego rodzaju firmy i napędzają inwestycje. W Łodzi mówi się np. o „efekcie Della”. Dell Computer Corporation to producent laptopów o globalnej marce. Wraz z inwestycją Della przybyły do Łodzi firmy podwykonawcze (m in. RR Donnelley i Flextronics), które zatrudnią około 12 tysięcy osób oraz zachodni specjaliści. W rezultacie zadaniem miasta jest wybudowanie dla przybyłych gości mieszkań, zaoferowanie im kształcenia dzieci i odpowiednich form rozrywki. Takie inwestycje technologicznych gigantów zachęcają młodzież do nauki rozpościerając przed nimi atrakcyjne możliwości pracy. Dla potencjalnych inwestorów przy podejmowaniu decyzji o inwestycji rośnie znaczenie wykształcenia siły roboczej. „Jeśli w świecie coraz bardziej liczą się wykształcenie, możliwości zawodowe i możliwości kształcenia, to powinniśmy się tylko z tego cieszyć, bo mamy przed sobą bardzo dobre lata” – twierdzi Hanna Nogaj, prezes firmy doradczej IMC Kariera wskazując na dobre warunki edukacji w Polsce. Na migrację zagranicznych pracowników niebagatelny wpływ miała także liberalizacja ograniczeń w dostępie do polskiego rynku pracy dla niektórych krajów UE. Dotychczas Polska utrzymywała ograniczenia w dostępie do rynku pracy dla 7 krajów "starej 15", które zrobiły to samo w stosunku do nas. W podpisanym rozporządzeniu zniesiono ograniczenia dla tych krajów, czyli: Austrii, Belgii, Danii, Francji, Luksemburga, Niemiec i Holandii, a także dla państw Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu EFTA, czyli Szwajcarii, Islandii, Liechtensteinu i Norwegii, których obywatele niegdyś musieli uzyskiwać pozwolenie na pracę.
Podanie dokładnej liczby obcokrajowców zatrudnionych w Polsce jest trudne z kilku powodów. Pewna ich część pochodzi z krajów Unii Europejskiej, więc nie prowadzi się ich rejestracji. Duża część pracuje okresowo, najczęściej przez 3 miesiące, więc ich liczba wciąż się zmienia. W ubiegłym roku w Polsce cudzoziemcom wydano ponad 10 tys. zezwoleń na pracę. Najwięcej dostali ich Ukraińcy, Wietnamczycy, Białorusini i Niemcy. Zezwolenia nie potrzebują obywatele USA, Kanady, Australii i Nowej Zelandii nauczający swojego języka ojczystego, a także studenci wykonujący pracę w ramach staży.
Dane dotyczące wydanych zezwoleń mogą jednak być mylące, gdyż znaczny ich procent to pozwolenia przedłużane starym pracownikom. Natomiast problem oszacowania liczby pracujących na czarno jest oczywisty. Według nieoficjalnych danych pracuje w Polsce, legalnie i nielegalnie, około 100 tysięcy cudzoziemców. Nie jest to wielka liczba, ale stopniowo rośnie.
Pod względem charakteru podejmowanej pracy imigrantów zarobkowych można podzielić na dwie grupy:
- pierwszą stanowią ludzie, którzy przyjeżdżają z zamiarem znalezienia pracy, najczęściej fizycznej. Należą do nich przeważnie mieszkańcy Europy wschodniej i południowej oraz Azji,
- drugą są menedżerowie i specjaliści, którzy przybywają najczęściej wraz z inwestycjami firm.
Czynnikami skłaniającymi pracowników grupy pierwszej (tj.:Rosjan, Ukraińców i Białorusinów) do pracy w Polsce są przede wszystkim: bliskość geograficzna, podobieństwo kultury i języka, rozwinięta „szara strefa”. Dla części imigrantów wysokość zarobków w Polsce jest w miarę atrakcyjna. Jednak dla większości z nich wysokość wynagrodzeń jest zniechęcająca. Choć są one wyższe niż w ojczyznach imigrantów, to nie tak wysokie, jak w innych krajach. Faktycznie, rynek pracy z miesięczną średnią minimalną płacą równą 936 złotych nie jest dla nich zbyt pociągający. Według Ministerstwa Pracy od momentu wprowadzenia ułatwień w uzyskiwaniu pozwoleń na pracę w rolnictwie we wrześniu ubiegłego roku, pracę podjęło zaledwie 350 Ukraińców. Być może statystykę tę zawyży przepis obowiązujący od 20 lipca, według którego wszyscy polscy przedsiębiorcy mogą zatrudniać Rosjan, Białorusinów i Ukraińców dwa razy w roku po trzy miesiące bez zezwolenia i opłaty za legalną pracę, która wynosiła 936 zł .Pracownicy ze wschodu będą musieli wykazać się tylko "oświadczeniem polskiego pracodawcy o zamiarze powierzenia wykonywania pracy, zarejestrowanym w powiatowym urzędzie pracy właściwym ze względu na miejsce zamieszkania lub siedzibę pracodawcy". Możliwość pracy bez zezwolenia dla Rosjan, Ukraińców i Białorusinów obejmuje wszystkie sektory gospodarki, a nie - jak obecnie - tylko rolnictwo. Według ukraińskich źródeł, w Polsce pracuje od 60 tys. do 320 tys. obywateli Ukrainy, przy czym (wg źródeł polskich) legalnie zatrudnionych jest tylko ponad 3 tys. Ukraińców. Prawie połowa z nich otrzymała pozwolenie na pracę w województwie mazowieckim. Uproszczona procedura, znana z obowiązującej ustawy, obejmuje tylko niewielki odsetek Ukraińców, którzy posiadają tzw. wizy do pracy uprawniające ich do pracy tylko u tego pracodawcy, który „ściągnął” ich do Polski. Zaś obywatele Ukrainy, którzy przyjechali do naszego kraju na podstawie wiz turystycznych (a takich jest większość), muszą pracować nielegalnie, narażając się na wydalenie z Polski. Liberalizacja prawa pracy może ułatwić im zdobycie legalnego zajęcia w Polsce, ale nie rozwiązuje jeszcze problemu ich traktowania. A traktowani są niestety jak tania siła robocza, dzięki której można w łatwy sposób obniżyć koszty pracy. To otwiera nieuczciwym pracodawcom furtkę do wyzyskiwania robotników. Takim działaniom starają się przeciwdziałać odpowiednie instytucje, jedną z nich jest Komitet Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników (KPiORP). Organizacja powstała 21 stycznia 2006 r. z inicjatywy trzech związkowców zwolnionych z pracy niezgodnie z prawem. Od początku powstania Komitetu, zgłaszają się do niego ludzie potrzebujący pomocy. Działacze KPiORP udzielają im wsparcia, a gdy zachodzi taka potrzeba, organizują również pikiety i demonstracje w obronie pokrzywdzonych. Starają się też nagłaśniać przypadki wyzysku i łamania praw pracowniczych (więcej o działalności KPiORP na stronie www.pracownicy.org.pl).
Polski rynek pracy nie jest atrakcyjny dla Bułgarów i Rumunów, mieszkańców nowych państw członkowskich UE. Mimo, że od 1 stycznia mają oni swobodny dostęp do polskiego rynku pracy, polski rynek przegrywa w atrakcyjności z rynkami państw „starej Unii”. W 2005 r. Bułgarzy złożyli 102 wnioski o pozwolenie na pracę, a Rumuni – zaledwie 66. Od momentu liberalizacji przepisów nie widać jednak dużego wzrostu zainteresowania tych obywateli pracą w naszym kraju.
Emigracja zarobkowa Polaków i doskwierający brak rąk do pracy w budownictwie i przemyśle skłonił do poszukiwania pracowników na Dalekim Wschodzie.
Ostatnio w województwie dolnośląskim ulokowana została jedna z największych inwestycji w Polsce- fabryka koreańskiego koncernu LG Philips LCD i sześciu jego poddostawców. Koncern planował dać pracę 12 tys. Polaków. W zamian za to rząd zadeklarował prawie 400 mln zł pomocy publicznej, głównie ulg podatkowych. Jednak Koreańczycy zaoferowali niskie płace(ok. 1400zł brutto dla pracownika na produkcji), przez co pojawił się problem ze znalezieniem pracowników, nawet w dolnośląskich gminach, w których bezrobocie sięga 30 proc. Ostatecznie zdecydowano się na sprowadzenie do kraju koreańskich pracowników. Nie jest to przypadek odosobniony. Minister pracy Anna Kalata niedawno bowiem stwierdziła: „Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko otworzyć rynek pracy dla obcokrajowców”. Ta wypowiedź potwierdza politykę Ministerstwa Pracy, które od pewnego czasu stopniowo otwiera rynek dla przybyszów zza wschodniej granicy.
Najnowszy projekt Ministerstwa zakłada znacznie dalej idące kroki w kierunku złagodzenia obecnego prawa. Na jego mocy uproszczoną procedurą zostaną objęci także Chińczycy, Koreańczycy i Wietnamczycy. Wystarczy, że od polskiego pracodawcy dostaną zaświadczenie, że ich zatrudni. Nie będzie już wymagane zezwolenie na pracę, które teraz wydają m.in. urzędy wojewódzkie. Ponadto zapowiadane jest zmniejszenie nawet dziesięciokrotnie opłaty za zezwolenie na zatrudnienie cudzoziemców, a w przypadku zawodów uznanych za deficytowe- całkowite z niej zwolnienie. Ministerstwo uzgodniło również, że sytuację na lokalnych rynkach będą na bieżąco monitorowali marszałkowie województw. W przypadku cudzoziemców delegowanych do pracy w naszym kraju rozważana jest także rezygnacja z tzw. testu rynku pracy, czyli sprawdzania, czy w powiecie nie ma Polaków gotowych do wykonania zajęć zaproponowanych obcokrajowcom
Pomysły Ministerstwa Pracy uzyskały aprobatę Konfederacji Pracodawców Polskich. Zresztą już teraz, przy obecnym prawie, przedsiębiorcy z coraz większą łatwością sięgają po cudzoziemców. Dla przykładu, firma Sadpol spod Pułtuska sprowadziła w lecie na swoje pola dwa tysiące robotników z Indii do zbioru owoców. Setki Chińczyków do zbioru truskawek sprowadzają mazowieccy plantatorzy truskawek. 150 robotników z Azji zatrudni na swoich budowach firma developerska J.W. Construction. W Stoczni Gdańskiej od miesięcy pracują spawacze z Korei Północnej. Tylko w tym roku mazowiecki wojewódzki urząd pracy wydał zgodę na przyjazd do pracy w Warszawie i okolicach 1,7 tys. obcokrajowcom. Ponad połowa z nich pochodzi z Dalekiego Wschodu, głównie z Wietnamu (330), Chin (117) i Korei (77).
Przybysze z Zachodu
Kiedy mówi się o otwarciu rynku pracy, wszyscy mamy na myśli napływ taniej, niewykwalifikowanej siły roboczej ze Wschodu. Tymczasem nie wolno pominąć drugiej, wspomnianej już, równie ważnej grupy. Otwarcie rynku pracy dla obcokrajowców oznacza bowiem dopuszczenie do niego również mieszkańców „starej piętnastki”. Najczęściej pracują oni jako menedżerowie, przede wszystkim w zachodnich firmach, albo w zawodach wymagających specjalistycznego wykształcenia. W 2006 roku zagraniczne firmy zainwestowały w Polsce ponad 14 miliardów dolarów. Rok wcześniej wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych stanowiła 2,1 procent PKB. Przyjeżdżający do Polski menedżerowie i specjaliści stanowią wymierną korzyść dla gospodarki. Organizują specjalne kursy dla polskich pracowników. Polacy mogą ich podpatrywać i uczyć się kultury pracy i organizacji. Ściągają do Polski także różnego rodzaju firmy i napędzają inwestycje. W Łodzi mówi się np. o „efekcie Della”. Dell Computer Corporation to producent laptopów o globalnej marce. Wraz z inwestycją Della przybyły do Łodzi firmy podwykonawcze (m in. RR Donnelley i Flextronics), które zatrudnią około 12 tysięcy osób oraz zachodni specjaliści. W rezultacie zadaniem miasta jest wybudowanie dla przybyłych gości mieszkań, zaoferowanie im kształcenia dzieci i odpowiednich form rozrywki. Takie inwestycje technologicznych gigantów zachęcają młodzież do nauki rozpościerając przed nimi atrakcyjne możliwości pracy. Dla potencjalnych inwestorów przy podejmowaniu decyzji o inwestycji rośnie znaczenie wykształcenia siły roboczej. „Jeśli w świecie coraz bardziej liczą się wykształcenie, możliwości zawodowe i możliwości kształcenia, to powinniśmy się tylko z tego cieszyć, bo mamy przed sobą bardzo dobre lata” – twierdzi Hanna Nogaj, prezes firmy doradczej IMC Kariera wskazując na dobre warunki edukacji w Polsce. Na migrację zagranicznych pracowników niebagatelny wpływ miała także liberalizacja ograniczeń w dostępie do polskiego rynku pracy dla niektórych krajów UE. Dotychczas Polska utrzymywała ograniczenia w dostępie do rynku pracy dla 7 krajów "starej 15", które zrobiły to samo w stosunku do nas. W podpisanym rozporządzeniu zniesiono ograniczenia dla tych krajów, czyli: Austrii, Belgii, Danii, Francji, Luksemburga, Niemiec i Holandii, a także dla państw Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu EFTA, czyli Szwajcarii, Islandii, Liechtensteinu i Norwegii, których obywatele niegdyś musieli uzyskiwać pozwolenie na pracę.
Kamila Kaczmarczyk
Zobacz także: "Pomoc polskich firm dla zagranicznych pracowników"
Szukaj ofert pracy
Np.: Programista Warszawa (oddzielaj słowa spacjami)