Oferty pracy
Oferty według branż
- Administracja [1]
- Architektura [0]
- Bankowość / Ekonomia [1]
- Biotechnologia [0]
- Budownictwo [3]
- Chemia [0]
- Doradztwo / Konsulting [1]
- Edukacja [1]
- Elektronika [1]
- Elektryka [1]
- Energetyka [1]
- Farmaceutyka [0]
- Finanse i księgowość [9]
- FMCG [0]
- Geodezja [0]
- Grafika / Media [2]
- Handel / Sprzedaż [41]
- HR / Kadry [4]
- Inżynieria środowiska [0]
- IT / Internet [8]
- Komputery / oprogramowanie [1]
- Komputery / sprzęt [0]
- Koordynacja / Logistyka [0]
- Logistyka / Zakupy [0]
- Marketing / Reklama [2]
- Mechanika [4]
- Medycyna [2]
- Motoryzacja [4]
- Nieruchomości [0]
- Obsługa klienta/call center [12]
- Operatorzy/mechanicy maszyn i urządzeń [7]
- Organizacje pozarządowe [0]
- Praca fizyczna [9]
- Prace biurowe [0]
- Prawo [0]
- Projektowanie / Wdrażanie [0]
- Public Relations [0]
- Rolnictwo [0]
- Rozrywka/Sztuka [1]
- Technika / Inżynieria / Konstrukcja [8]
- Telekomunikacja [0]
- Telekomunikacja (oferty pracy w Nokia Siemens Networks) [0]
- Tłumaczenia/Języki obce [0]
- Transport [5]
- Turystyka i hotelarstwo [0]
- Ubezpieczenia [0]
- Weterynaria [0]
- Windykacja [0]
- Zarządzanie produkcją [1]
- Zarządzanie / Organizacja [0]
- Inna [64]
Dwa dni z życia kelnerki
Wakacyjne kelnerki i kelnerzy często rekrutują się spośród studentek i studentów pierwszych lat. Konkurencja jak wszędzie, i tu jest bardzo duża. Dlatego ten, kto zostanie przyjęty, często czuje, że złapał Pana Boga za nogi. Zwłaszcza, że liczy na sowite napiwki. Historia Karoliny pokazuje, że kariera kelnerki może trwać tylko kilka dni. I bynajmniej nie dać satysfakcji.
Szukanie pracy jako kelnerka, Karolina rozpoczęła na początku czerwca, jeszcze przed sesją. Nie była osobą zupełnie bez doświadczenia: dużym atutem była według niej praca hostessy w Phoenix podczas festiwalu filmowego. – Nauczyłam się tam, jak traktować wymagających klientów, jak z gracją roznosić potrawy… zresztą, myślałam sobie, cóż takiego specjalnego musi umieć kelnerka w restauracji? Wystarczy być w miarę przyjemną i dziarską, a reszta jakoś się załatwi.
Jak się okazało, Karolina w swym optymizmie nieco się myliła. – Uzbrojona w kilkanaście sztuk CV, książeczkę sanepidowską oraz szeroki uśmiech wyruszyłam na podbój krakowskich knajp. Zaczęłam od Rynku i systematycznie zaliczałam kolejne miejsca. Niestety, nigdzie właściwie nie traktowano mnie poważnie. Nikt nawet nie chciał obejrzeć mojego CV, ostatecznie zgadzano się na zostawienie go dla menadżera na środę czy piątek. Zanotowałam kilka dat, mając zamiar zjawić się ponownie wtedy, gdy menadżer będzie w pracy. Spędziłam tak dwa dni od rana do popołudnia.
Drugiego dnia Karolina ruszyła do ostatniego punktu: Wierzynka. - Pamiętałam wprawdzie straszliwe opowieści o maksymalnym wykorzystywaniu tam studentów, ale liczyłam też, że skoro odbywa się tam bezustanny nabór pracowników, to popatrzą na mnie przyjaznym okiem. Niestety… Bardzo niemiła pani kazała mi prawie pół godziny czekać w korytarzu, gdzie nawet nie mogłam usiąść po całym dniu latania wte i wewte. Następnie przyszła inna pani i stwierdziła, że skoro jestem studentką drugiego roku, to mam przyjść następnego dnia. Po czym poszła nie obdarzając mnie nawet krzyną dalszej uwagi. Cała moja pewność siebie i wiara w to, że przecież znalezienie pracy w roli kelnerki latem nie może być trudne – ulotniły się. Wróciłam do pokoju powłócząc nogami i becząc nad swoim ciężkim losem.
Po wygłoszeniu do lustra kilku smętnych zdań o własnej beznadziejności Karolina poczuła się na tyle dobrze, że postanowiła stworzyć nowy plan. – Stwierdziłam, że jednak postępowanie według rad o szukaniu pracy nie jest najlepszym wyjściem. Nie powinnam chyba wpychać się tam, gdzie mnie nie proszą. Zaczęłam intensywnie szukać ogłoszeń o spotkaniach rekrutacyjnych dla kelnerów i kelnerek.
Po kilku dniach Karolina zaopatrzona w harmonogram na najbliższe dwa tygodnie stawiła się na pierwszej rozmowie. – Rekrutujący miał dziwnie biegające spojrzenie i cały czas dopytywał się, czy nie mam konfliktu z prawem oraz czy jestem wolna. Na szczęście nie zadzwonił z ofertą. W innym lokalu kazano mi zaprezentować, jak trzymam talerze i z miejsca skrytykowano mój chód. Znowu po dwóch dniach szukania na poważnie - miałam dosyć.
Nic więc dziwnego, że Karolina postanowiła zrobić sobie kilka dni odpoczynku. W ramach tego wybrała się ze znajomymi na Kazimierz. – Włóczyliśmy się po Szerokiej i czułam ulgę, że nie muszę na razie myśleć o szukaniu posady. W pewnym momencie ktoś zauważył odręczny napis na drzwiach knajpy o sympatycznej nazwie „Anatewka": „Kelnerzy i Sprzątające – rekrutacja w podziemiach od 18:00". „Ty, Karolina, idźże, co ci szkodzi" – zaczęli mnie namawiać. I tak, jak stałam, zeszłam do podziemi na rozmowę. Dobrze, że w torbie miałam jeszcze kilka dodrukowanych wcześniej CV. Pani rekrutująca okazała się być po etnologii, moim kierunku. Jej pytania były rzeczowe, a stosunek do mnie przychylny. Wyszłam stamtąd po raz pierwszy pełna dobrych przeczuć.
Przeczucie nie zawiodło Karoliny. W sobotę pojechała na działkę rodziców, kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa. Około 14:00 zadzwonił telefon: „Czy ma pani czas od 18:00? Jeśli tak, to proszę w białej bluzce i czarnej spódnicy stawić się u nas: będzie wielka impreza i brakuje nam kelnerek". Karolina, choć zupełnie rujnowało to jej weekendowe plany, wsiadła natychmiast w pociąg i wróciła do Krakowa – Uważałam, że to może być jakaś próba mojej dyspozycyjności. Przecież na rozmowie deklarowałam, że nie robi mi problemu praca w sobotę czy niedzielę.
Impreza rzeczywiście była duża. Jak się okazało, sama drużyna Wisły hucznie oblewała zwycięstwo w meczu. – Wszyscy byli bardzo podekscytowani obecnością piłkarskich sław. Na mnie to niestety nie robiło żadnego wrażenia. Zwłaszcza że zachowanie piłkarzy było mało uprzejme, że powiem delikatnie. Ale pracy było naprawdę dużo i uwijaliśmy się jak mrówki. Bardzo mnie to cieszyło. Lubię się angażować w to, co robię.
W zgiełku wielkiego przyjęcia Karolina nie zanotowała żadnych problemów, które mogłyby się pojawić w pracy. – No, może niespecjalnie smakowite było zachowanie kucharza… Co robił? Na przykład przy nakładaniu lodów do pucharków wcześniej odgryzał część ucinanego nożem kawałka… Ale przymknęłam na to oko. Bardzo chciałam być zadowolona z mojej pracy.
Następny dzień pracy miała rozpocząć w poniedziałek. – Stawiłam się tak, jak kazali, o dziewiątej, pełna energii do pracy. Nie przewidziałam czegoś oczywistego: że zwykły dzień różni się od nocnej imprezy. Przywitał mnie totalny bezruch. Jedynym ratunkiem były pozostałości bałaganu po imprezie, z którymi na moje nieszczęście szybko się uporałam. Od tej pory zaczęłam rozpaczliwe wynajdowanie zajęcia: a to przestawienie kwiatków na stole, a to oczyszczenie świeczników z wosku… Bardzo chciałam zostać zauważona jako osoba pracowita i pełna inwencji w tym, co robię. No cóż, byłam naiwna, jeśli sądziłam, że te cechy mi pomogą.
W sali jadalnej królowała kelnerka Julia, zniszczona życiem dwudziestopięciolatka w spódnicy zakrywającej bieliznę. Udzielała ona Karolinie dobrych rad w stylu: Nie daj się „kuchni", albo: Szef jest ostry, ale lubi dziewczynki, może ciebie też polubi. Za barem oraz w rzeczonej „kuchni" było tylko gorzej. Karolina w żaden sposób nie umiała znaleźć wspólnego języka z pracownikami. – Najgorszy był Mariusz: gruby jak świnia, cały czas i wszystkiemu, co się rusza, robił niedwuznaczne propozycje. Sądziłam, że to taki sposób na uporanie się z kompleksami. Dopóki ktoś mi nie wyjawił, że Mariusz przez łóżko załatwia pracę dziewczynom sprzątającym i że obecna też właśnie tak ją dostała. To mnie, że tak powiem, zbiło z tropu: to i posadę sprzątaczki można w ten sposób wyprosić? Ale chciałam być dzielna i się zasymilować, więc tylko kiwałam głową.
Po południu zaczął się jako taki ruch. – Byłam niesamowicie dumna, gdy dostała mi się klientka ze stolika spod okna w ogródku, która wprawdzie zamówiła tylko herbatę, ale dała mi aż dwa złote napiwku! To był pierwszy i ostatni napiwek, jaki otrzymałam.
Pod wieczór w knajpie zjawił się Szef. – Wreszcie mogłam go poznać. Starałam się być najbardziej zimna, jak to możliwe, i dzięki temu nie przykleił się do mnie, tylko do Anki, która zaczęła pracę o 18:00. Wyglądał jak czysty przypadek mafiosa i chyba nim faktycznie był. Siedział z całą ekipą swoich dziwnych znajomych i co chwila zamawiali dania główne. Cała „Anatewka" była poruszona tym, że Szef zamawia łososia czy też Szef zamawia wątróbkę. Miałam wrażenie, że jest ich najważniejszym klientem.
W paczce Szefa była też znajoma Karolinie etnolożka – przyglądała się z uwagą jej dziarskim staraniom. Po kilku chwilach odwróciła wzrok i już Karoliny nim nie zaszczyciła.
Powoli zbliżał się punkt kulminacyjny. Zaczęło się ściemniać. Do ogródka weszły dwie rozochocone pary czterdziestolatków. Hałaśliwie zajęli miejsca, cały czas podkreślając, że są kulturalni, bo mają wyższe wykształcenie. Współpracownicy szybko przydzielili ten stolik Karolinie. – Nie miałam żadnych obaw. Co to, nie poradzę sobie ze sfrustrowanymi intelektualistami, którzy zgłodnieli, bo wypili za dużo piwa?
Problemy jednak zaczęły się już na początku. Nikt nie przeszkolił Karoliny w menu. Nie umiała poradzić sobie z odpowiedzią na pytanie, co to są „żarkoje". – Najgorsze było to, że nieudolnie próbowałam brnąć w „twórczą prawdę", twierdząc tym ludziom w twarz z niezbitą pewnością, że żarkoje to taki gatunek ryb. Julia uratowała sytuację, wyjaśniając im, że jest to gulasz z ziemniakami podany w naczyniu z chleba. A ja udałam głupią.
Być może energiczni klienci złożyliby błędy Karoliny na karb niedoświadczenia – które wbrew temu co przewidywała było bardzo widoczne. Jednak tutaj szyki popsuła jej „kuchnia". – Od początku zauważyłam, że „kuchnia" wiedzie wojnę z kelnerami i kelnerkami. Bez przerwy robili sobie na złość, i to bynajmniej nie żartobliwie. Julia cały czas powtarzała, że trzeba po klika razy sprawdzać ich wydruki zamówionych potraw, bo często złośliwie zmieniają dane. Mnie gnębili podwójnie, bo byłam nowa. Poza tym wyczuwali, że zupełnie nie pasuję do ich świata.
„Kuchnia" jawnie sabotowała pracę Karoliny. Karolina kilkakrotnie prosiła o wydanie zamówionych przez klientów „z wyższym wykształceniem" potraw. Za każdym razem dostawała odpowiedź „za dwadzieścia minut". Tymczasem doskonale wiedziała, że kucharze w tym czasie opowiadają sobie pieprzne dowcipy. Klienci wykazali się maksimum cierpliwości, na jakie było ich stać, po czym jeden z nich ruszył do ataku. – Poprosił Szefa. Przy całym personelu zmieszał z błotem jego i organizację pracy w jego lokalu. Zaznaczył wprawdzie, że nie ma tam mojej winy, bo ja swoje obowiązki spełniałam prawidłowo. Ale to nie sprawiło, że Szef mnie oszczędził. Wysłuchał pretensji klienta z pokorą. Zwrócił mu pieniądze, których ten nie zapłacił. Ale po opuszczeniu przez pieniaczy lokalu - komu zrobił awanturę? Ano, mnie. Kazał mi się wynosić. Dobrze, że nie obciążył mnie kosztami nieporozumienia. Pieniądze zapłacone klientom w ramach odszkodowania potrącił kucharzom. Odetchnęłam z ulgą, gdy powiedział: „Proszę się przebrać i wyjść!" Przecież kucharze po czymś takim zadźgaliby mnie chyba widelcami.
Karolina opuszczała lokal z podniesiona głową i w swoich ulubionych sztruksach. – Okropna była ta przepisowa czarna mini. Zupełnie traciłam w niej pewność siebie. Minęłam całą tę klikę Szefa z wielką ulgą, że już nie jestem od nich zależna. Etnolożka – ichniejsza specjalistka HR udawała że mnie nie widzi. Szef rzucił przez zęby, żebym się zgłosiła drugiego dnia po zarobione 48 zł. Nie poszłam. Stwierdziłam, że więcej będzie kosztował mój stres. To jedyne, czego żałuję z tej historii. W końcu mi się należało za całe dwa dni ciężkiej fizycznej pracy. Ale już nigdy więcej nie próbowałam być kelnerką.
Ostatnio Karolina po pobycie na stypendium za granicą zajrzała na krakowski Kazimierz. Na miejscu Anatewki funkcjonuje już inny lokal. – Mam nadzieję, że nie należy on do Szefa. Szczerze mówiąc, mam nadzieję, że obecnie żaden lokal do niego nie należy.
Kasia Michalczak
Szukaj ofert pracy
Np.: Programista Warszawa (oddzielaj słowa spacjami)