Skąd się wziął fiński raj kobiet

Wszyscy Finowie są równi, ale Finki są równiejsze. Równouprawnienie płci to druga po luteranizmie religia państwowa w Finlandii.

.O ile jednak zwolenników luteranizmu ubywa, a pozycja kościoła słabnie, to nikt w Finlandii nie śmie zakwestionować polityki równouprawnienia. Jest ona zresztą starsza niż niepodległa Finlandia. Finom nie chodzi tylko o wyssaną z mlekiem matki skandynawską polityczną poprawność, ale o głębokie przekonanie, że kobieta i mężczyzna są sobie równi i że to jest część fińskiej tradycji.

Dlatego też przedsiębiorcy zatrudniający powyżej 30 pracowników nie psioczą, że muszą przygotowywać żmudne i kosztowne plany walki z dyskryminacją na tle płci. Nie narzekają nawet na to, że jeśli tego nie zrobią, to płacą słone kary. Co więcej, ze spokojem przyjmują to, że od przyszłego roku polityka równouprawnienia wkracza także do ich budżetowania - przygotowując np. budżet na bhp, firmy będą musiały uwzględnić "kobiecą specyfikę" higieny pracy.

Nawet więc przedsiębiorstwa budowlane, które są obciążone głównie kosztami wypadków mężczyzn (np. upadków z rusztowań), będą musiały odkładać dużo większą część środków na typowo kobiece schorzenia związane np. ze stresem.

Prawa z łaski cara

1 czerwca Finlandia obchodziła uroczyście 100. rocznicę przyznania kobietom pełnych praw wyborczych. Była mowa pani prezydent Tarji Halonen oraz ekumeniczna msza w katedrze w intencji Finek, które pierwsze na świecie mogły zarówno głosować, jak i kandydować do fińskiego parlamentu (wówczas kadłubowego). Stało się to w 1906 roku na fali odwilży po porażce Rosji w wojnie z Japonią i dzięki hojności cara Mikołaja II - Finlandia była wówczas Wielkim Księstwem pod rosyjskim berłem, a imperator nie dociskał śruby rusyfikacji.

Wcześniej, bo w 1893 roku na wybory poszły kobiety z Nowej Zelandii, ale mogły oddawać głosy tylko na mężczyzn. - To jednak nie to samo, byłyśmy więc pierwsze - mówi z dumą Leila Kostianen, sekretarz stanu w ministerstwie spraw społecznych i zdrowia zajmująca się równouprawnieniem. - Po wyborach 1906 roku do parlamentu dostało się 19 kobiet, co stanowiło 10 proc. deputowanych. Dziś 38 proc. deputowanych to kobiety - opowiada. Na świecie wyższy wskaźnik kobiet w parlamencie ma tylko Ruanda, ale głównie dlatego, że wielu mężczyzn wyginęło w wojnach i plemiennych masakrach.

Od Louhi do Halonen

Silne i niezależne kobiety zaludniają fińskie przekazy ludowe i mity. Jeden z najstarszych fińskich eposów "Kalevala" opowiada o losach pewnej władczyni, czarownicy i wojowniczki w jednym. Louhi, bo tak miała na imię, rządziła północną krainą Pohjola. Zazdrośni mężczyźni zabrali jej władzę, znosząc matriarchat. Louhi nie dała się jednak zabić. Uciekła i schroniła się z dala od mężczyzn. Dziś cząstka jej duszy drzemie pewnie w każdej Fince.

.Tradycja i waleczność nie wystarczy jednak, by zagwarantować równość płci. Finki same zapracowały sobie na niezależność. W niesprzyjającym fińskim klimacie kobieta musiała pracować na roli tak samo ciężko jak jej mąż, by jak to mówią Finowie "wyrywać naturze chleb". Tradycja równej pracy we dwójkę przełożyła się stopniowo na wysoki udział kobiet w życiu zawodowym, społecznym i politycznym.

I tak od 2000 roku prezydentem Finlandii jest kobieta Tarja Halonen (niedawno ponownie wybrana na ten urząd). Spośród 18 ministrów aż 8 to kobiety. W grupce 14 fińskich europarlementarzystów jest pięć pań. 36 proc. miejsc we władzach lokalnych zajmują kobiety. W 1990 roku pierwszą na świecie minister obrony w spódnicy została Finka Elisabeth Rehn.

Kroczek po kroku

Nie od razu jednak Kraków zbudowano. Finowie krok po kroku przez całe dziesięciolecia tworzyli model, którego pozazdrościć dziś mogą im inne państwa świata. Przeróżne restrykcje dotyczące płci pięknej znoszono stopniowo. Dzięki ostrożnej ewolucji status kobiet poprawiał się dosłownie z roku na rok, nie tylko na papierze, jak to miało miejsce w wielu europejskich krajach, ale i w praktyce.

Już w 1864 roku kobiety powyżej 15. roku życia mogły decydować same o swych dochodach (co było wówczas w Skandynawii rewolucją). Emancypacji rodzinnej towarzyszyła też społeczna. Silna w Finlandii tradycja wiejskich szkół dla dziewczynek pchała kobiety coraz wyżej na społecznej drabinie. Dlatego też pierwszą kobietą w Skandynawii, która ukończyła medycynę, była w 1878 roku właśnie Finka Rosina Heikel.

.Na początku XX wieku kobiety mogły bez żadnych ograniczeń podejmować studia, a od 1916 r. również wykładać na uniwersytetach. W 1917 r. pracujące panie zyskały prawo do czterotygodniowego urlopu macierzyńskiego. Od 1926 r. mogły już obejmować wysokie posady rządowe.

Wyrównywał się także status płci w małżeństwie. W 1930 r. oboje małżonkowie mieli zagwarantowaną równość wobec prawa, a 56 lat później kobiety mogły po wyjściu za mąż zachować swoje nazwisko. W latach 60. proces równouprawnienia nabrał przyspieszenia na fali skandynawskiego modelu promującego niezależność kobiet od swych mężów. W 1988 roku Kościół luterański wzbogacił się o kobiety pastorów. Ostatnim milowym krokiem było umożliwienie kobietom dobrowolnego zaciągania się do wojska.

Nierówne portfele

Kiedy pytam, czy śladem norweskich feministek również fińskie będą domagały się rozciągnięcia na kobiety obowiązkowej rocznej służby wojskowej, oczy minister Kostianen robią się nieco mętne. - Zostało nam jeszcze parę bastionów, ale nie należy do nich armia - śmieje się. - Była już kobieta premier, ale nie miałyśmy nigdy pani minister finansów - tłumaczy, zmieniając temat.

Według Kostianen największym problemem jest różnica w zarobkach. Panie w Finlandii zarabiają 80 proc. tego, co mężczyźni, podczas gdy w całej Unii współczynnik ten wynosi 85 proc. Różnica płac to poważny problem, gdyż blisko połowa siły roboczej to panie. Co więcej, choć rządowe agendy nie przyznają się, że są w tym względzie bezradne, nie łatwo usunąć przyczyny tego zjawiska.

Różnice w płacach biorą się stąd, że tzw. tradycyjne kobiece zawody jak pielęgniarki czy nauczycielki (zarabiają średnio 2,5 tys. euro) są gorzej płatne niż np. zawody techniczne lub stanowiska kierownicze (menedżer średniego szczebla zarabia 4,5 tys. euro), gdzie dominują mężczyźni.

Nie da się jednak np. zadekretować, by wszystkie położne zamieniły się w położnych. Można jednak coś zrobić z dyrektorami. W zarządach firm, gdzie dominujące udziały ma skarb państwa, obowiązują "kwoty" kobiet dyrektorów (co najmniej 20 proc.).

Jacek Pawlicki

Źródło: http://www.gazeta.pl

Szukaj ofert pracy

Np.: Programista Warszawa (oddzielaj słowa spacjami)

Kontakt z nami

FUNDACJA MANUS
Wybrzeże Wyspiańskiego 23-25, lok. 4.34
50-370 Wrocław
Napisz do nas 
Copyrights 2004-2005, WokolKariery.pl | Fundacja ManusRSS Feed