Imprezy integracyjne – dlaczego warto?

Wieczorne ognisko lub niebezpieczna wspinaczka po stromej ścianie. Szalona dyskoteka z kolegami i koleżankami z firmy. Wspólnie przygotowany obiad. Po powrocie poczucie, że jest się częścią grupy, nieprędko mija. Łatwiej wtedy rozwiązywać razem codzienne zadania w pracy.

.Coraz więcej firm wykorzystuje taki sposób zbliżenia pracowników. Organizowane są wspólne wyjazdy, podczas których pracownicy zacieśniają więzy grupowe, aby po powrocie pracować wydajniej i kreatywniej. Imprezy integracyjne, wbrew częstym narzekaniom znudzonych nimi pracowników, mają wiele zalet. Zarówno dla firmy, jak i dla jednostki.

Poczucie wspólnoty

Z zalet, jakie niesie ze sobą spędzanie wolnego czasu z ludźmi, z którymi się pracuje, najważniejsza oczywiście jest integracja. Sama nazwa mówi za siebie. To właśnie ze względu na nią po powrocie wszyscy pytają nas: „No i co, zintegrowani?"

- Denerwuje mnie cały ten szum. Jeśli nie czuję jakiejś wspólnoty w grupie podczas pracy, to dlaczego miałbym nagle ją poczuć na wyjeździe? – pyta Wojtek, informatyk, obecnie freelancer. – Na wyjeździe to ja tęsknię za żoną i liczę tylko godziny do końca tej farsy – zżyma się.

Jednak nie wszyscy pracownicy – na szczęście dla przełożonych oraz dla firm profesjonalnie organizujących takie wyjazdy – są tak odporni na urok wyjazdów z firmą. Właściwie większość zdaje się to lubić.

- U nas od razu się atmosfera rozluźnia, jak tylko szefowa zakomunikuje, że będzie wyjazd – opowiada Monika, redaktorka w wydawnictwie katolickim. - Nie chodzi o żadne ekscesy, nawet alkoholu za dużo nie pijemy, najwyżej jedno piwo wieczorem. Może to dlatego, że większość z nas ma bardzo tradycyjne poglądy, ale dogadujemy się doskonale. A jak jeszcze sobie pośpiewamy przy ognisku, to już naprawdę jesteśmy paczką przyjaciół.

Specjaliści od relacji grupowych również są zdania, że imprezy integracyjne raczej pomagają niż przeszkadzają zrzeszeniu grupy.

- Na pewno nie zaszkodzą – mówi Paweł Tomanek, socjolog. – Oczywiście, outsiderzy zdarzają się wszędzie i oni nie będą szczególnie profitować z takich wyjazdów, ale tu problem nie tkwi w samych wyjazdach, tylko w strukturze socjopsychicznej outsiderów. Natomiast jednostki, które na ogół w pracy są zintegrowane przeciętnie i nie odstają pod tym względem od grupy, mogą na takich wyjazdach rozwinąć skrzydła.

Granica intymności

Dzięki spotkaniom w towarzystwie ludzi, z którymi widzisz się każdego dnia, a tym razem wyjątkowo, z dala od problemów w pracy, możesz dowiedzieć się wiele o sobie i o innych.

.- Moi rodzice pracują jako agenci ubezpieczeniowi. Ostatnio pojechali do ośrodka wypoczynkowego na szkolenie połączone z bogatym programem wycieczek – opowiada Marcela. - Wrócili zdumieni, że zupełnie nie znali swoich kolegów i koleżanek z pracy! Jeden pan, na ogół poważny doradca, jak się okazało - uwielbia śpiewać i robi to świetnie, zwłaszcza piosenki francuskie. A inny pan, z którym rodzice mieli naprawdę sporadyczne kontakty w pracy, jak się okazało pasjonuje się wędkowaniem. Mój tata, który też to lubi, odkrył w nim kompana.

- Pracodawcy wiedzą co robią, zapraszając pracowników i pracownice na imprezy – stwierdza Paweł Tomanek. – Jeśli przypadkiem dwoje ludzi wróci z takiego spotkania zaprzyjaźnionych, istnieje duża szansa, że ich lojalność wobec firmy znacznie wzrośnie. Oczywiście powinno się pilnować, żeby tworzenie zażyłości nie przekroczyło granic intymności. Wtedy sytuacja może obrócić się na niekorzyść integracji grupy. Zwłaszcza, że sytuacja wspólnego wyjazdu, choć atrakcyjna, jest sztucznie stworzona i po weekendzie trzeba niestety powrócić rzeczywistości. Nieraz niestety całkiem szarej.

Kamila pojechała na warsztaty teatralne, które miały nauczyć pracowników jej firmy skutecznie i twórczo współpracować. Podczas kilkugodzinnych sesji pracownicy odgrywali zadane im przez specjalistów scenki. Kamila i jej kolega z pokoju, Tomek, ulegli niezwykłej atmosferze i spędzili ze sobą noc. - Wtedy wszystko się posypało – przyznaje Kamila. – Stworzyliśmy z Tomkiem parę i nie ukrywaliśmy tego. W czasie warsztatów wszyscy się zachwycali i wzruszali naszym zakochaniem, ale w pracy zaczął się koszmar. Docinki, jakieś nieprzyjemne sugestie ze strony współpracowników, że „tutaj się pracuje, a nie migdali". Chociaż staraliśmy się zachowywać tak samo, jak przed tym feralnym wyjazdem.

Genialne pomysły

.Jeśli jednak nauczysz się trzymać emocje na wodzy, być może impreza integracyjna posłuży Ci do czegoś więcej niż lepsze poznanie i polubienie kolegów i koleżanek z pracy.

- Miałam dużo pomysłów na usprawnienie działania firmy, ale myślałam sobie, że to nie moja działka, że ja jestem tylko zwykłą programistką i powinnam się tego trzymać, a inni wiedzą lepiej – opowiada Ania. – Na wyjeździe survivalowym, kiedy brnęłyśmy z szefową przez las, na tyle się rozluźniłam, że ot tak zaczęłam jej wymieniać moje idee. Szefowa aż przystanęła: „Dziewczyno, to jest genialne!". Zaczęłyśmy powoli wprowadzać w życie moje pomysły i proszę, jak daleko zaszłam dzięki tamtej wyprawie – uśmiecha się Ania, obecnie menedżerka.

Genialne pomysły mogą nie tylko być na takich imprezach uwalniane z umysłów, w których już wcześniej się zalęgły. Takie koncepcje mogą pojawiać się zupełnie niespodziewanie podczas spontanicznych rozmów o sprawach firmy.

- Nie oszukujmy się, na takich wyjazdach temat najbliższych zadań do wykonania w zespole musi przyjść, najpóźniej drugiego dnia – orzeka Artur, prawnik w charytatywnym stowarzyszeniu. – No bo o czym ma się rozmawiać jak nie o pracy? My ze współpracownikami tak naprawdę już od kilku lat wyjeżdżamy głównie po to, żeby coś obgadać. Najlepsze pomysły rodzą się przy wspólnie gotowanej kolacji. Nasze wyjazdy są nieformalne, do chatki na Mazurach jednego z kolegów, ale zachowujemy się tam jak przepisowa grupa integracyjna. Ścisły plan, a wieczorem burza mózgów. I zawsze wracamy pełni nowych pomysłów i rozwiązań do zastosowania.

- Zatarcie podziału na pracę i czas wolny sprzyja otwarciu umysłu – stwierdza Paweł Tomanek. – Kiedy nie czujemy się ograniczeni biurkiem, komputerem i czasem „od - do", nasze myśli zaczynają błądzić po szlakach, na które inaczej nigdy byśmy nie wkroczyli. To taki stan alfa w skali makro. Obecność współpracowników w takiej luźnej sytuacji w naturalny sposób nakierowuje ten luźny strumień rozważań na tematy związane z pracą. A stąd tylko krok do rewolucyjnych, choćby na skalę firmy czy działu, pomysłów.

Kasia Michalczak

Szukaj ofert pracy

Np.: Programista Warszawa (oddzielaj słowa spacjami)

Kontakt z nami

FUNDACJA MANUS
Wybrzeże Wyspiańskiego 23-25, lok. 4.34
50-370 Wrocław
Napisz do nas 
Copyrights 2004-2005, WokolKariery.pl | Fundacja ManusRSS Feed