Niepokorni w pracy

.Niepokorni mają przechlapane w pracy! Szefowie nienawidzą ich i szukają pierwszej okazji, by się ich pozbyć – huczy forum "Gazety". Czy słusznie pozbywają się indywidualistów?

Niepokorny1: Przekonałem się o tym na własnej skórze – opowiada Filip Kralewski spod Bydgoszczy. Przez kilka miesięcy Filip jest kierowcą w prywatnej firmie. Jeździ autobusami, busikami. - Zlecano mi kursy o normalnych godzinach i z zachowaniem 12 – godzinnego odpoczynku między nimi. Ale w czerwcu 2005 zlecenia na wycieczki szkolne i pielgrzymki do Częstochowy sypały się jedno za drugim. Szef zacierał ręce, liczył wpływy, ale nowych pracowników do pracy nie przyjmował. Chłopaki, w tym i ja, jeździli z cztero-, sześciogodzinną przerwą na sen, a to nie jest zgodne z przepisami. Co będzie, szefie, gdy nas złapią? - pytałem. - Ciebie złapią, nie mnie. - Oficjalnie o niczym nie wiem – brzmiała odpowiedź.

Zbuntowałem się. - Przecież jeździmy niewyspani. - Jak ci się nie podoba, to do widzenia – usłyszałem. Chciałem jeździć w tej firmie, ale nie za wszelką cenę. Próbowałem jeszcze raz negocjować, tłumaczyć, ale nic nie pomogło. Wreszcie szef mnie wyrzucił.

Inni, którzy myśleli tak jak Filip, ale siedzieli cicho, jeżdżą tam do dziś. - Byłem niepokorny – nie opłaciło się. Jak już znajdę nową pracę, wołami wypiszę sobie nad kierownicą to, co radzi mi żona: trzymaj gębę na kłódkę, to nie stracisz roboty – podsumowuje.

Awans za niesubordynację

Niepokorny2: Marek, przedstawiciel handlowy dużej firmy sprzedającej przyprawy. - Przez siedem lat nie byłem nawet na jednym szkoleniu. Limity benzyny rozliczałem grubo po terminie, a nieraz wcale. W centrali pojawiłem się dwa razy. Gdy szef wzywał mnie na dywanik, nie odbierałem telefonu – mówi. Wyleciał z firmy? Wprost przeciwnie. Został awansowany i od ponad roku jest szefem regionalnym sprzedaży na Poznań.

Jak to możliwe? Marek: - Od pierwszego miesiąca sprzedawałem 150 proc. tego, co ich dotychczasowy najlepszy przedstawiciel. Mogłem pozwolić sobie na niesubordynację. - I o to chodzi. Jeśli masz inny styl pracy niż pozostała część załogi, dobrze, żebyś przy okazji robił więcej niż inni. Inaczej cię wyleją – tłumaczy Maria Senska, psycholog pracy.

Biurowe stada

Na odmienność zachowania, łamanie firmowych przepisów wewnętrznych, niepodążanie tropem biurowego "stada" najczęściej pozwalają sobie ci pracownicy, którzy są najlepsi w grupie. Problem w tym, że nie zawsze ich wartość doceniają szefowie. Bo dla nich najważniejsza jest praca zespołowa.

Co wtedy? - Na takiego nie ma rady. Zresztą indywidualista poradzi sobie wszędzie. Nie w tej firmie, to u konkurencji. A proszę mi wierzyć – my wiemy, kto ile jest wart w danej branży i szybko reagujemy na każdy kadrowy ruch w interesujących nas firmach – odpowiada Magdalena Michalczewska z jednej z firm headhunterskich. - Jednym słowem, dobry zawsze sobie poradzi i stać go na to, by być niepokornym. Jeden warunek: trzeba być albo geniuszem, albo niezwykłym profesjonalistą.

Firma, jeśli ma taką osobę, najczęściej nagina niektóre przepisy specjalnie pod nią. To czasem budzi zawiść kolegów, ale wtedy szef ucina wszystko jednym zdaniem: "Rób tyle co on, a potem go krytykuj." Pokorne, ciche, uległe, potakujące i bez swoich pomysłów zazwyczaj są jednostki przeciętne. Takich jest pełno w każdym biurze i takimi się nie interesujemy.

A co na to pracodawcy? - Z reguły tak jest. U mnie na przykład pokorny nie ma żadnych szans – mówi Beata Koselska, właścicielka firmy Volcano szyjącej odzież młodzieżową. - No bo jak pan na przykład wyobraża sobie pracę pokornego działu kreatywnego [tego, który opracowuje wzory kolekcji sezonowych]? Że co – ja mam za nich wymyślać? Tu właśnie dochodzi do największych spięć. Przychodzi na przykład do mnie dziewczyna i mówi: taki i taki kolor kurtki i jeszcze do tego zakręcone kieszenie wspak. O nie, mówię w pierwszym odruchu, nic z tego, to się nie przyjmie. I wszystko wtedy zależy od jej postawy – jeśli potrafi mnie przekonać, dobierając rozsądne argumenty, daje jej posłuch i robię tak, jak ona chce.

Awanturnik, uległy czy asertywny

Według Jacka Saweczki, trenera interpersonalnego pracującego z ramienia firmy szkoleniowej McHayes & StewardGroup dla wielu międzynarodowych koncernów, trzeba rozróżnić trzy typy relacji pracodawca – pracownik. - Pierwszy typ to agresja, zupełny brak pokory. To ktoś, kto na każde zdanie szefa, z którym się nie zgadza, reaguje wściekle. Na zasadzie: co on mi będzie mówił, ja jestem i lepszy, i mądrzejszy. Drugi typ to kompletna uległość i pokora posunięta do granic. Nawet jak kierownik ma głupie pomysły, to ja nie sprostuję, nie wyrażę swojego zdania, bo może mnie spotkać coś złego.

Trzeci typ to mądra asertywność. Saweczko: - W tamtych dwóch do głosu dochodziły emocje. Przez asertywność przemawia logika. Asertywny, jeśli wie, że ma rację, dobiera argumenty, przekonuje, wyraża swoje zdanie. Spokojnie, rzeczowo. To jedyna relacja właściwa dla komunikowania się dwóch dorosłych ludzi. Jak zatem rozmawiać, by się nie narazić? - Niezuchwale, nielękliwie. Mądrze – podsumowuje Jacek Saweczko.

Jacek Kowalski
Bydgoszcz

Artykuł udostępniony przez:
.

 

Szukaj ofert pracy

Np.: Programista Warszawa (oddzielaj słowa spacjami)

Kontakt z nami

FUNDACJA MANUS
Wybrzeże Wyspiańskiego 23-25, lok. 4.34
50-370 Wrocław
Napisz do nas 
Copyrights 2004-2005, WokolKariery.pl | Fundacja ManusRSS Feed