Pokolenie "tymczasem"? Młodzi Polacy w Irlandii

Rodzice i przyjaciele. Studia i wyzwania intelektualne. Wolniejsze tempo życia. Spokój i monotonia. Brak perspektyw. Ludzie się nie uśmiechają. Lekka nostalgia jak za dzieciństwem - oto hasła, z którymi kojarzy się mi Polska.

Nie reprezentuję "pokolenia JPII", nie jestem też dzieckiem z "generacji SMS". Jestem młoda, ambitna i wykształcona. Robię karierę w Irlandii, bo w Polsce takim jak ja nie dawano szans. W Irlandii nasza inność wciąż jeszcze stanowi o naszej atrakcyjności. Ale czy irlandzka rzeczywistość, oferując nieskończone możliwości, nie zabiera czegoś w zamian?

W Irlandii jestem u siebie

.Mój wyjazd bardzo przysłużył się moim rodzicom: mama nauczyła się wysyłać e-maile, tata lubi po obiedzie w niedzielę opowiedzieć mi najnowsze wieści na skype, a oboje z pasją zasypują mnie zdjęciami zrobionymi telefonem komórkowym, gdzie podziwiać mogę nowy kolor szafek w kuchni (mama pytała, czy nie uważam, że za ciemny - trudno było ocenić, bowiem rozdzielczość tych zdjęć jest bardzo słaba. Powiedziałam, że w porządku). Mama chyba dopiero po pół roku przestała pytać: "Ale przecież kiedyś wrócisz?" - po tym, jak coraz trudniej udawało mi się ukryć irytację. "Nie wiem, czy wrócę - odpowiadałam. - Ja tutaj jestem u siebie".

Kiedy dwa lata temu po raz pierwszy wylądowałam na Zielonej Wyspie, każdy napotkany Polak z miejsca nawiązywał rozmowę, by dowiedzieć się, skąd jestem, co robię i na jak długo zostaję.

Dzisiaj mieszkam w Dublinie. Kiedy w autobusie siedzą obok mnie rodacy, soczystą polszczyzną komentujący urodę Irlandek, pogodę czy stan ducha, mam tylko nadzieję, że nie zadzwoni mój telefon i nie będę musiała się przy nich odezwać. Nie mam chyba ochoty opowiadać im, skąd jestem, co robię i na jak długo zostaję.

Od roku mieszkam w tym samym domku wraz z kilkorgiem Irlandczyków. I choć dziwią mnie czasem ich przyzwyczajenia - kto to widział, by pić gorącą czekoladę w sierpniu? albo na rozstrój żołądka aplikować sobie podgrzaną oranżadę? - ale więcej znajduję z nimi wspólnego, niż z niejednym krajanem. Niedawno zaproszono nas na "parapetówkę" do naszej koleżanki. Na imprezie Polacy nie mogli się nadziwić, że mieszkam tutaj od tak dawna i wciąż mi się podoba.

Trudno, żeby się nie podobało: kiedy przyjeżdża się tutaj z planem, aby zostać na dłużej, mało kto trzyma się tych mało płatnych, monotonnych, fizycznych zajęć. Praca kelnerki, sprzedawczyni czy niańki jest dobra na początek, aby osłuchać się z językiem, nabrać pewności siebie, zdobyć irlandzkie doświadczenie. Z dobrym wykształceniem, znajomością angielskiego, kreatywnością trudno wytrzymać w takiej pracy dłużej niż kilka miesięcy. Moi polscy znajomi to ludzie z dyplomem i żadne z nich nie pracuje na osławionym zmywaku. Większość z nich pracuje na co dzień w biurze, powoli kupują samochody, przenoszą się do "lepszych" dzielnic, biorą kredyty na dom. Ostatnio coraz bardziej nasila się trend "mieszkamy w Irlandii i jesteśmy w ciąży".

Powrót do Polski? Może kiedyś?

.Co jakiś czas pojawiają się w mediach spekulacje analityków, że ten irlandzki boom kiedyś się skończy - teraz tysiące murarzy, cieśli i elektryków z Europy Środkowo-Wschodniej z zapałem wznosi kolejne apartamentowce. Co wtedy? Czy wtedy wrócimy do Polski? Wątpię.

Słyszy się, że wiele osób wraca do kraju, by po kilku miesiącach przyjechać do Irlandii ponownie. "Bo tam nie da się żyć". "Bo w moim mieście nikt już nie został". "Bo zarobię jeszcze trochę i dokupię więcej ziemi". W końcu: "Bo jesteśmy młodzi, świat stoi otworem - do Polski zawsze można wrócić. Kiedyś". W moim przekonaniu, kiedy załapie się tego bakcyla - a może właśnie poczuje, co to oznacza być w pełni Europejczykiem - trudno wrócić do tej dusznej rzeczywistości w Polsce.

.Z pewnością odnosi się to głównie do tych, którzy dobrze radzą sobie tutaj, władają angielskim, mają dobry zawód. Znajomi bankowcy mówią, że w Londynie czy w Arabii Saudyjskiej to dopiero można zrobić karierę, pielęgniarki po cichu przeliczają, czy uzbierają dość punktów, by zakwalifikować się na australijską wizę, a informatycy zawsze mogą spróbować sił w Ameryce, skąd pochodzi większość firm-matek korporacji, dla których pracują tutaj. Polscy architekci, finansiści, pracownicy branży IT biją konkurencję o głowę, stąd irlandzcy pracodawcy bardzo chętnie zatrudniają Polaków.

Lecz z drugiej strony, kiedy ma się świadomość własnej wartości na rynku pracy, a posada w firmie nie wróży większych widoków na awans, nagle zaczyna się problem szklanego sufitu. Po dwóch-trzech latach w Irlandii chyba wielu z nas staje przed kryzysem celów - nagle budzi się poczucie życiowej pustki: okazuje się, że znajomi przeprowadzają się gdzie indziej, zaczyna brakować wyzwań intelektualnych (na wystawy i kino europejskie chodzi garstka), a wszyscy tylko mówią o pracy, zarobkach i ulgach podatkowych.

Dlaczego tymczasem

Tak tutaj jest: znajomości są ulotne i powierzchowne, bo przecież za miesiąc możemy się przenieść do innej dzielnicy, departamentu, hrabstwa. Przyjaźnie już na początku noszą stygmę tymczasowości i choć wielu z nas szuka nowych znajomości, boimy się chyba, że prysną, zanim na dobre się zaczną. Sfrustrowani Polacy zaczepiają śliczne Polki podczas koncertów i imprez polonijnych, w niezrozumiały sposób zakładając, że skoro pochodzimy z tego samego kraju, to już łączy nas wystarczająco dużo. Ale czy spotkanie z podchmielonym młodzieńcem w kurtce ze skaju mieści się na liście moich priorytetów? Jutro mam ważne spotkanie, w weekend umówiłam się już ze znajomymi, a w czwartkowe wieczory chodzę na basen... "Wybacz, w tym tygodniu nie dam rady. Może w przyszłym?". Po czym następuje kurtuazyjna wymiana numerów telefonu, choć wiem, że nigdy do niego nie zadzwonię. I na pożegnanie - jak zwykł swoje nocne audycje w "Trójce" kończyć Marcin Kydryński - "Tymczasem!".

Autorka: Anna Paś, rocznik 1981, absolwentka filozofii. Redaktor naczelna magazynu "Polski Express" oraz wydawca gazety "Życie w Irlandii". W Irlandii od 1,5 roku, w Dublinie od 13 miesięcy wynajmuje pokój w tym samym mieszkaniu.

Źródło: http://www.gazeta.pl

Szukaj ofert pracy

Np.: Programista Warszawa (oddzielaj słowa spacjami)

Kontakt z nami

FUNDACJA MANUS
Wybrzeże Wyspiańskiego 23-25, lok. 4.34
50-370 Wrocław
Napisz do nas 
Copyrights 2004-2005, WokolKariery.pl | Fundacja ManusRSS Feed