Samozatrudniony jest pracownikiem

.Lesław Dobrzański z Rzeszowa, były przedstawiciel handlowy Polmosu Wrocław, był pracownikiem tej firmy, a nie samodzielnym przedsiębiorcą - uznał rzeszowski sąd pracy. Wyrok może być początkiem lawiny roszczeń tysięcy innych osób pracujących w ten sposób.

Producent alkoholu ma Dobrzańskiemu wypłacić ponad 10 tys. zł odszkodowania.

Lesław Dobrzański był od marca 2003 r. do października 2004 r. jedynym na Podkarpaciu przedstawicielem handlowym Kompanii Spirytusowej Wratislavia Polmos Wrocław. Najpierw podpisał z firmą umowę-zlecenie, a po miesiącu Polmos kazał mu założyć działalność gospodarczą. W październiku 2004 r. Dobrzański i wielu innych w kraju przedstawicieli handlowych producenta alkoholu straciło pracę. Mieszkaniec Rzeszowa skierował pozew do sądu pracy przeciwko Polmosowi. Domagał się ponad 30 tys. zł odszkodowania i uznania go za pracownika firmy, a nie przedsiębiorcę.

W Polsce tzw. samozatrudnienie to fikcja. Nie czułem się przedsiębiorcą. Miałem ograniczoną swobodę w prowadzeniu swojej firmy - mówił nam Dobrzański.

Sąd Pracy w Rzeszowie przyznał Dobrzańskiemu rację. - Analizując materiał dowodowy, zeznania świadków, należy stwierdzić, że powód był podporządkowany co do czasu i miejsca pracy. Miał ustaloną godzinę rozpoczęcia pracy, otrzymywał od przełożonego wykaz placówek handlowych, które miał odwiedzać. Przełożony przyznał, że wydawał polecenia powodowi, decydował o wysokości przyznawanej mu premii. Powód był wyposażony w telefon służbowy z systemem GPS, co pozwalało pracodawcy go zlokalizować. Te cechy są charakterystyczne dla stosunku pracy, a nie umowy cywilno-prawnej - mówiła sędzia Jolanta Olszowy-Rozmus, przewodnicząca składu orzekającego.

.Sąd nakazał Polmosowi wypłacenie Dobrzańskiemu 3 222 zł zaległej pensji za wrzesień 2004 r., 3 077 zł za okres wypowiedzenia umowy o pracę i ponad 4 tys. zł za niezgodne z prawem zwolnienie. Polmos musi także wystawić świadectwo pracy mieszkańcowi Rzeszowa. - Zapis w umowie wyraźnie mówił, że będę świadczył usługi w imieniu i na rzecz Polmosu. Wszyscy świadkowie, którzy zeznawali w procesie, potwierdzili moją wersję - mówi Dobrzański. - Miałem kierownika regionalnego, o czym nie było słowa w umowie. Musiałem codziennie o godz. 8 SMS-em powiadamiać go, że zaczynam pracę, i wieczorem, że ją zakończyłem. Byłem rozliczany z przejechanych autem kilometrów. Nie mogłem zatrudniać ludzi. Byłem traktowany jak pracownik. Firma wymusiła na mnie założenie działalności gospodarczej tylko po to, by zmniejszyć sobie koszty pracy - argumentuje.

Lesław Dobrzański nie pojawił się w sądzie na ogłoszenie wyroku. Nie mógł przyjechać z Anglii, gdzie od niedawna pracuje w firmie komputerowej. - Teraz pracuję w Anglii w firmie komputerowej na normalnych zasadach. Jestem traktowany z szacunkiem. W Anglii, żeby założyć firmę, trzeba zatrudnić co najmniej jedną osobę. Cieszę się, że sąd przychylił się do mojej argumentacji. Jest to wyraźny sygnał dla nieuczciwych przedsiębiorców, że prawa w Polsce nie można ignorować w imię własnych, doraźnych interesów - powiedział nam Dobrzański.

Wyroku wysłuchał ojciec i jednocześnie pełnomocnik Lesława Dobrzańskiego - Aleksander Dobrzański. - Wyrok jest satysfakcjonujący. Pieniądze nie są tak bardzo ważne. Najważniejsze, że sąd uznał Lesława za pracownika firmy, a nie przedsiębiorcę. Ten werdykt niech będzie przestrogą dla pracodawców, by nie tworzyli fikcji i nie zobowiązywali pracowników do zakładania jednoosobowych firm tylko po to, by zmniejszyć sobie koszty pracy - stwierdził Aleksander Dobrzański.

Prezes Polmosu Krzysztof Żyndul: - Poczekamy na uzasadnienie z sądu. Według nas współpraca z tym panem nie miała charakteru umowy o pracę. Więc prawdopodobne jest, że od tego wyroku się odwołamy. Być może sprawa trafi nawet do Sądu Najwyższego. Prezes nie boi się lawiny podobnych procesów, nie widzi w tym zagrożenia dla firmy.

Dla "Gazety": prof. Krzysztof Baran, Specjalista w dziedzinie prawa pracy na Uniwersytecie Jagiellońskim

Ta sprawa robi na mnie wrażenie, bo nie znam w Polsce przypadku, aby sąd przyznał rację człowiekowi, który prowadził firmę, a teraz domaga się uznania go za pracownika. Samozatrudnienie nie jest złe, bo dzięki temu rynek pracy uelastycznia się. Ale jest też druga strona medalu mająca patologiczne podłoże, gdy pracodawcy wymuszają zakładanie firm, by zmniejszać koszty pracy. Po korzystnym wyroku można się spodziewać, że inni także będą składać pozwy do sądów. Dotyczy to wszystkich branż, szczególnie przemysłowych. Podejrzewam, że sprawę będzie musiał ostatecznie rozstrzygnąć Sąd Najwyższy. Niewątpliwie jest ona precedensowa, ale na tym etapie pod względem medialnym.

Zbigniew Gajewski, Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan"

Sama idea tzw. samozatrudnienia nie jest zła. Gorzej, gdy nie ma ona nic wspólnego z rzeczywistym prowadzeniem działalności gospodarczej. Konfederacja nagannie ocenia i potępia takie praktyki. Psują one wizerunek polskich przedsiębiorców. Nie wiemy jednak, jaka jest skala tego zjawiska w kraju.

•  Polska Inspekcja Pracy nie potrafi odpowiedzieć, jak często pracownicy zmuszani są do zakładania jednoosobowych firm. Piotr Wojciechowski, zastępca dyrektora Departamentu Wydziału Prawnego PIP, mówi, że w 2005 r., po interwencjach inspekcji, pracodawcy przeszli na umowy o pracę z ponad 16 tysiącami osób. - Ten problem dotyczy z pewnością większej liczby ludzi, ale nie każdy o tym chce mówić w obawie przed utratą pracy - stwierdził Wojciechowski.

Marcin Kobiałka

Artykuł udostępniony przez:
.

 

Szukaj ofert pracy

Np.: Programista Warszawa (oddzielaj słowa spacjami)

Kontakt z nami

FUNDACJA MANUS
Wybrzeże Wyspiańskiego 23-25, lok. 4.34
50-370 Wrocław
Napisz do nas 
Copyrights 2004-2005, WokolKariery.pl | Fundacja ManusRSS Feed