Sjesta dla Polaków!

Za oknem upał, nic się człowiekowi nie chce. A najgorzej jest po obiedzie, gdy umysł staje się ciężki i jedyne, na co mamy ochotę, to szklanka czegoś zimnego. Dlatego "Gazeta Praca" proponuje: wprowadźmy w Polsce sjestę! To pomoże nam przetrwać letnie upały i poprawić wydajność w pracy.

.Sjesta to południowy odpoczynek w ciepłych krajach, takich jak Hiszpania, Portugalia, Włochy czy Grecja. Pochodzi od łacińskiego sexta (hora) i oznacza: „szósta" (godzina) od wschodu słońca, czyli południe. I rzeczywiście, sjesta w krajach śródziemnomorskich zaczyna się między 12 a 13. Wtedy wszyscy przerywają pracę i na dwie-trzy godziny udają się do domu albo do restauracji, żeby w spokoju zjeść porządny obiad. Ponieważ po posiłku temperatura ciała wzrasta jeszcze bardziej, po obiedzie wskazana jest więc krótka drzemka.

Paolo Cozza, gwiazda programu "Europa da się lubić" (od 12 lat w Polsce) jest zagorzałym zwolennikiem długiej przerwy obiadowej. - Sjesta to dla Włocha przede wszystkim stan ducha. Wtedy jesteśmy zrelaksowani, nie czujemy stresu. A to właśnie dzięki temu, że mamy możliwość zjedzenia obiadu w spokoju. Zwykle sjesta zaczyna się o 12.30, a od rodzaju pracy zależy, ile czasu potrwa. Na pewno minimum godzinę, ale mogą być nawet cztery! To dotyczy głównie sklepów, które ponownie otwierają się dopiero o 16.30. W czasie włoskiej sjesty czynne są tylko restauracje. Bo wtedy wszyscy muszą jeść! Jeśli się da, to najlepiej w domu. A po jedzeniu obowiązkowo drzemka.

Potem wracamy do pracy, ale nie oszukujmy się - to już nie jest żadna praca. Rozmawia się o korkach, o tym, kto kogo poderwał albo co się jadło na obiad.

W czasie sjesty pracuje tylko złodziej i kierownik

Nie tylko Włosi leniuchują w czasie sjesty. W Grecji czas od 15 do 17 to świętość. Opowiada nasz reporter Marcin Sztandera, który w ramach akcji "Przystanek Europa" znalazł pracę w Atenach na budowie: - W Grecji budowlańcy pracują do sjesty, która się zaczyna około godz. 15. Wtedy pracę przerywa też większość sklepów, żeby ją wznowić po dwóch godzinach. Jednak ekipy budowlane już pracy nie wznawiają. Kiedyś majster z mojej ekipy dosyć boleśnie odczuł pracę podczas sjesty - układał glazurę w prywatnym mieszkaniu, gdy wkroczyła policja z długą bronią. Wezwała ją sąsiadka, bo myślała, że to złodziej hałasuje, gdyż nikt normalny po 15 nie pracuje.

Równie nietykalne jak grecka sjesta jest portugalskie almeço, przerwa na obiad trwająca od 13 do 15. Agnieszka Urazińska, dziennikarka, która przez tydzień szukała pracy w Lizbonie, twierdzi, że w tym czasie życie w urzędach zamiera, a w knajpach robi się pełno. - Co ciekawe, pracodawca w żadnym wypadku nie może pracownikowi zakazać almeço i czasem dochodzi do absurdalnych sytuacji. W pewnym hotelu boy miał poroznosić bagaże bardzo ważnym gościom na wycieczce. Ale przyniósł je tylko do hallu, a potem oznajmił, że resztę zrobi za godzinę, bo teraz jest almeço. I w końcu sam kierownik poroznosił te bagaże!

Nasz mózg domaga się poobiedniej drzemki

Okazuje się, że sjesta jest nie tylko przyjemną tradycją, ale wynika z zasad funkcjonowania naszego organizmu. Ostatnie badania naukowe opublikowane na łamach tygodnika "Neuron" wskazują, że sjesta jest odpowiedzią na potrzeby ludzkiego mózgu. Okazuje się, że po obfitym posiłku robimy się senni i leniwi nie tylko dlatego, że nasz organizm wykorzystuje całą swoją energię na strawienie tego, co zjedliśmy. Specjaliści pod kierunkiem dr Denisa Burdakova z Uniwersytetu w Manchesterze wykazali, że glukoza uwolniona z posiłku blokuje działanie komórek nerwowych odpowiadających za utrzymywanie nas w stanie świadomości i aktywności. W ten sposób neurony, które podtrzymują nasz stan pobudzenia, po posiłku zostają wyłączone. Zdaniem Burdakova odkrycie to pozwala zrozumieć, dlaczego po jedzeniu nic nam się nie chce i dlaczego tak trudno jest zasnąć, gdy czujemy się głód. "Te badania wyjaśniają też, dlaczego mieszkańcy Europy Południowej są tak przywiązani do poobiedniej drzemki" - podsumowują naukowcy.

Hiszpanie już nie chcą mieć przerwy?

.Tak naprawdę ze sjestą najbardziej kojarzy nam się Hiszpania. Tradycyjny hiszpański rytm dnia przebiegał mniej więcej tak: Hiszpanie pracę zaczynali o 9 rano, po kilku godzinach następowała przerwa, która trwała od dwóch do trzech godzin, a potem znów wracano do pracy i kończono ją w zależności od długości sjesty albo o 19, albo o 20. A potem tylko kolacja około 21 i w miasto Ulice wypełniały się mniej więcej o godzinie 22.30. Wtedy zaczynało się nocne życie, które tak bardzo kochają turyści.

Jednak niedawno okazało się, że przez taki rozkład dzień pracy nadmiernie się rozciąga. Nie starcza czasu na życie osobiste - wychowywanie dzieci, sprawy rodzinne, zainteresowania. Sjesta może też źle wpływać na zdrowie. Według badań Fundación Independiente, która prowadzi akcję przeciwko sjeście, taki rozkład dnia powoduje, że Hiszpanie śpią o 40 minut krócej niż przeciętny Europejczyk. Dzisiaj, gdy na dojazdy traci się godziny, niewiele osób może sobie pozwolić w czasie sjesty na powrót do domu i małą drzemkę. Brak snu z kolei powoduje, że Hiszpanie częściej zapadają na choroby psychiczne i mają wyższy wskaźnik wypadków na drodze i w miejscu pracy.

Między innymi z tego powodu w Hiszpanii ponad rok temu zniesiono ustawowy nakaz sjesty. Według nowej ustawy przerwa obiadowa została ograniczona do 60 minut, aby pracownicy służb publicznych mogli wyjść z pracy o godz. 18. Zgodnie z nowym porządkiem przerwa obiadowa jest teraz między 12 a 13 podobnie jak w innych krajach Unii Europejskiej.

Sjesta dla Polaków?

Sjesta w Hiszpanii ma jednak nadal sporo zwolenników. Jednym z nich jest premier José Luis Rodr~guez Zapatero, który twierdzi, że sjesta wyróżnia i określa kraj. Przeciwnicy reformy dnia pracy oskarżają nową ustawę o zabijanie lokalnych zwyczajów. Uważają, że siedzenie za biurkiem w upalne popołudnie, gdy z nieba leje się żar, jest absurdalne.

.Chociaż Polska do ciepłych krajów nie należy, także u nas niemal co roku w lipcu lub sierpniu słupek rtęci wędruje do poziomu, w którym całodzienne siedzenie za biurkiem staje się równie nieprzyjemne jak we Włoszech czy w Hiszpanii. Dlaczego więc na czas upałów nie możemy mieć przerwy od 13 do 17, żeby można było sobie spokojnie zjeść obiad i jeszcze podrzemać? A potem wrócić i pracować za trzech? Może warto byłoby wydać taką ustawę?

Zdaniem wiceministra pracy i polityki społecznej Joanny Kluzik-Rostkowskiej takie odgórne nakazy nie mają w tym wypadku sensu. - To musi być indywidualna decyzja pracodawcy, dostosowana do okoliczności i warunków pracy. Przecież dużo osób pracuje w klimatyzowanych biurach i upały im nie przeszkadzają. Ale jeśli pracodawca będzie miał taką wolę albo jeśli pracownicy go przekonają, to dlaczego nie?

Powodów, dla których Polacy mogliby nie chcieć sjesty, jest co najmniej kilka, np. takie, które podali nasi forumowicze. "W moim przypadku całą sjestę spędziłabym w samochodzie (do domu i z domu), a potem pracowałabym do 21. Miodzio. Na szczęście pracuję w klimatyzowanym pomieszczeniu :-)" - pisze agulha. Jasmina_tdi komentuje ironicznie: "Świetny pomysł, zmieniłabym sobie klawiaturkę na gumową i chrrrrrr... Bo przeciśnięcie się na trasie praca - dom - praca to właśnie owa sjesta...". Równie sceptyczna jest annajustyna: "I miałabym trzy godziny później wychodzić z pracy?!".

Najlepsza jest elastyczność

Dlatego najbardziej sensowna wydaje się propozycja psychologa pracy dr hab. Marii Widerszal-Bazyl z Centralnego Instytutu Ochrony Pracy: - Najlepiej, jeśli wszystko, co się dzieje w pracy, jest elastyczne - to bardzo ważne dla komfortu pracy. Należy zmierzać do indywidualizacji czasu pracy, a nie narzucać pracownikom przerwy czy ustalać godziny. Dla efektywności i zadowolenia z pracy najważniejsze jest poczucie swobody i niezależności. Jeśli ktoś chce wrócić wcześniej do domu, powinien mieć tę możliwość. Jeśli chce dłużej zostać w pracy, ale wypocząć w trakcie, też nie należy mu tego zabraniać.

Paolo Cozza jednak uważa, że Polakom sjesta by się przydała. I wcale nie musi być narzucona ustawowo. - W Polsce warto wprowadzić sjestę nie tylko na lato, ale na cały rok. Tutaj wszyscy jedzą w pośpiechu i byle co, jakieś fast-foody, kebaby albo biorą kanapki z domu, żeby jak najmniej czasu poświęcić jedzeniu. A to bardzo niezdrowo dla ciała i ducha - ludzie, którzy jedzą szybko i niedbale, nie mogą być pogodni i zrelaksowani.

Tak naprawdę sjesta jest tu potrzebna i zimą, i latem - gdy dni są beznadziejnie nudne i długie, wtedy wyjście z pracy na dwie godziny, zmiana otoczenia i dobre jedzenie bardzo poprawiają samopoczucie. Taka całoroczna sjesta na pewno spodobałaby się Polakom!

Katarzyna Pawłowska

Źródło: http://www.gazeta.pl

Szukaj ofert pracy

Np.: Programista Warszawa (oddzielaj słowa spacjami)

Kontakt z nami

FUNDACJA MANUS
Wybrzeże Wyspiańskiego 23-25, lok. 4.34
50-370 Wrocław
Napisz do nas 
Copyrights 2004-2005, WokolKariery.pl | Fundacja ManusRSS Feed