Skargi na warunki pracy

Choć skarg nie brakuje, coraz rzadziej narzekamy na warunki pracy. Kwitnie za to szara strefa - wynika z raportu Państwowej Inspekcji Pracy.

.Firmy nie wypłacają wynagrodzeń na czas, nie płacą za nadgodziny, nie chcą dawać ekwiwalentu za niewykorzystany urlop - takich spraw dotyczyło najwięcej skarg, które w ubiegłym roku trafiły do Państwowej Inspekcji Pracy. Inne powody narzekań, to:

  • nieprawidłowości w umowach (np. trzecia nie została podpisana na czas nieokreślony),
  • czas - zmuszanie do pracy ponad normę dobową, brak przerw na odpoczynek,
  • warunki pracy - zimno, brak darmowych napojów w upalne dni.

W ubiegłym roku do PIP wpłynęło 1,6 tys. skarg, o 12 proc. więcej niż rok wcześniej. Co trzeci wniosek był zasadny. Po kontrolach urzędnicy wypisali 460 mandatów na 300 tys. zł, a 24 sprawy skierowali do sądu. Dzięki interwencji PIP pracodawcy wypłacili czterem tysiącom pracowników ponad 8 mln zł.

Większość nieprawidłowości dotyczy małych zakładów prywatnych, zatrudniających kilkanaście osób. Nie ma wielu skarg na największe łódzkie fabryki, czyli powstające właśnie centra AGD. - Bo naprawdę nie jest źle - mówi pracownik Gillette i opowiada, jak ostatnio z okazji uroczystego otwarcia każdy dostał od firmy zestaw kosmetyków i maszynek do golenia. - To drobiazg, ale bardzo przyjemny, dowartościował nas - dodaje.

.Nie skarżą się matki małych dzieci i kobiety w ciąży. Tylko w dwóch zakładach panie spodziewające się dziecka musiały wykonywać ciężkie prace, a z inną firma nieprawnie rozwiązała umowę.

Nie widać dyskryminacji wobec starszych pracowników. Oczywiście, pracodawcy chętniej zatrudniają młodych, ale wiek nie jest głównym kryterium. - Ważniejsze są umiejętności i zdolności, a także dotychczasowa skuteczność działania - podkreślają menedżerowie.

Niestety, firmy nie pomagają zwalnianym pracownikom. Tylko 5 proc. przedsiębiorstw zorganizowało dla tracących pracę szkolenia - kursy komputerowe, ochrony mienia czy choćby dające uprawnienia do obsługi wózków widłowych.

Skargi wykazały też, że w Łodzi bardzo dobrze ma się szara strefa. Ponad jedna trzecia zakładów pracy nie ewidencjonuje prawidłowo godzin nadliczbowych. - To nie poczta, płacimy za wykonane zadanie. Jeśli ktoś się nie wyrabia, znaczy, że pracuje za wolno - słyszą zwykle pracownicy.

Inny problem to wypłacanie wynagrodzenia "pod stołem" (zwane też "z ręki do ręki" lub "bez ozusowania"). W takiej formie część zarobków dostaje ponad 12 proc. łodzian. - Moja pensja składa się z dwóch części: oficjalnej i tej nieudokumentowanej, objętej tajemnicą. Nikt nie ma prawa zapytać, na jakiej podstawie jest naliczana, kierownictwo zakazuje też zdradzać, ile dostaliśmy - donosi pracownik prywatnej firmy.

Bezrobocie w Łodzi spada, ale ciągle to pracodawcy dyktują warunki. Dlatego daleko nam jeszcze do sytuacji, by w pełni szanowali pracowników - komentuje Janina Golińska, zastępca okręgowego inspektora pracy PIP w Łodzi.

Ale ten rok, zdaniem urzędników PIP, powinien być lepszy. Bo już skończyło się straszenie podwładnych, że na ulicy czeka dziesięciu chętnych na ich miejsce. - To wynik wyjazdów zagranicznych. Kandydatów do pracy jest mniej, szczególnie brakuje młodych, dlatego firmy nie mogę sobie pozwolić na to, by na przykład bezkarnie opóźniać wypłacanie pensji - dodaje Golińska.

W artykule wykorzystano informacje z referatów, które były czytane na konferencji Uniwersytetu Łódzkiego "Pracownicy produkcyjni - problemy zarządzania".

Joanna Blewąska

Źródło: http://www.gazeta.pl

Szukaj ofert pracy

Np.: Programista Warszawa (oddzielaj słowa spacjami)

Kontakt z nami

FUNDACJA MANUS
Wybrzeże Wyspiańskiego 23-25, lok. 4.34
50-370 Wrocław
Napisz do nas 
Copyrights 2004-2005, WokolKariery.pl | Fundacja ManusRSS Feed