Dr Kuba czy dr Sambor? W jaki sposób zarabiają lekarze

.Lekarze popchnięci do ostateczności strajkują. Ich płace są bardzo niskie i zupełnie nieadekwatne do nakładu sił, jakiego wymaga ten zawód. Ale jednocześnie nie widzimy, żeby głodowali. Często powodzi im się lepiej niż przeciętnemu obywatelowi: piękny dom, dwa samochody, dzieci w prywatnych szkołach. A jednak wciąż narzekają. Jak to jest naprawdę być lekarzem w Polsce?

W czwartek obskoczyć trzy prace

- Żeby zarobić na to wszystko, muszę pracować w trzech różnych miejscach. Na przykład w czwartki obskakuję wszystkie trzy jednego dnia – mówi Monika, specjalistka pediatrii z prawie 30-letnim stażem. – Oczywiście, każda praca cierpi na tym, że po określonej ilości godzin muszę się zrywać i pędzić do kolejnej. I tak naprawdę najwięcej tracą na tym pacjenci. Widzę, jacy nieraz są wściekli i niezadowoleni, kiedy kolejny raz wychodzę wcześniej, żeby zdążyć coś zjeść przed następną pracą. Ale z pensją 1200 zł naprawdę nie pociągnęłabym długo ani ja ani moja rodzina.

.Monika nie jest odosobnionym przypadkiem: wszędzie słyszy się o lekarzach, którzy wpadają do przychodni z dyżuru w szpitalu, po to, żeby po południu pędzić do prywatnego gabinetu. Jak oni to wytrzymują? Adam, 25 lat pracy w zawodzie, kilka specjalizacji, twierdzi, że funkcjonowania na najwyższych obrotach uczą już studia medyczne. – Niesamowite tempo nauki to jedno. Pamiętam, jak na pierwszym roku w kolejce na stołówce jakaś studentka biologii żaliła się koleżance. Miała z dnia na dzień zadane dwadzieścia nazw roślin po łacinie. My wtedy zasuwaliśmy po sto stron z wtorku na środę i ze środy na czwartek. Nawet do ubikacji chodziło się z książką, żeby nie marnować czasu, i to nie tylko w sesji. Ale najgorsze i tak było traktowanie nas przez asystentów i profesorów. Robili wszystko, żeby jak najwięcej studentów oblało albo zrezygnowało samemu. Przetrwali tylko najsilniejsi, taka jest prawda.

Lekarz sprzedaje buty

Teraz ci najsilniejsi mają często dość energii, żeby oprócz medycyny zająć się własnym biznesem spoza branży. Małżeństwo lekarzy, Maria – radiolożka i Zbigniew – internista, na początku lat 90. w swoim małym mieście założyło sklep z butami. – Popyt zaskoczył nas samych. Wyzwolenie, koniec socjalizmu, a u nas puste półki, bo nie nadążaliśmy z dostawami! Przez dwa lata funkcjonowania sklepu zarobiliśmy tyle, że można było rozpocząć budowę wymarzonego domu – wspomina Maria. - Ale ostatecznie to też nie wypaliło – dorzuca Zbigniew. - Okazało się, że nie da rady ciągnąć i tego, i tego. Wybraliśmy medycynę. Nasz zawód to nie tylko ciągła praktyka, ale i stałe dokształcanie się. A jak do tego dochodzi wychowywanie dzieci… Ta myśl, że przydałoby się chociaż jeden wieczór w tygodniu im poświęcić…

Dla wielu lekarzy działalność prywatna to po prostu zainwestowanie w prywatny gabinet. Ale można też próbować łączyć kilka sfer życia: naukę i praktykę medyczną z biznesem, a zarazem biznes z własnymi pasjami. Krakowska endokrynolożka w tym samym lokalu prowadzi gabinet specjalistyczny i klub podróżniczy. W poczekalni na stoliku obok czasopism leżą katalogi z ofertą wyjazdów do egzotycznych krajów. Pływająca w akwarium rybka może być dla czekających w kolejce zaproszeniem do podróży. Pani doktor połączyła swoje pasje w jedno, ale to nie znaczy, że nie pracuje w szpitalu. W gabinecie przyjmuje tylko kilka razy w tygodniu.

Jeżdżę i się przymilam

Są też tacy, którzy dochodzą do wniosku, że ich sytuacja zawodowa nie ma przyszłości i rezygnują z wykonywania zawodu lekarza. Robert po studiach odbył obowiązkowy roczny staż. – Zarabiałem osiemset parę złotych, najniższą stawkę. A praca była ciężka, co tu opowiadać, wiadomo, początkujący lekarz, mnóstwo stresu. Liczyłem na to, że po stażu jakoś się ułoży. Niestety, nie przyjęto mnie na etat, nie będę mówił z jakich powodów, w każdym razie niezależnych ode mnie. No i co miałem robić? Tyle lat studiów, a tu trzeba dalej się uczyć, robić specjalizacje, bo inaczej nie ma się czego szukać w zawodzie… Szukałem intensywnie pracy przez parę miesięcy, aż w końcu z rozpaczy odpowiedziałem na ogłoszenie firmy farmaceutycznej… No i jestem przedstawicielem. Praca beznadziejna, jeżdżę po lekarzach i się przymilam. Często traktują mnie jak głupka, a przecież mam to samo wykształcenie co oni. Ale przynajmniej mam co jeść, za co kupić pieluchy mojej córeczce. –Za dwa lata Robertowi wygaśnie prawo wykonywania zawodu. Jeśli będzie chciał do niego wrócić, będzie musiał ponownie zdawać egzaminy. – Nie sądzę, żebym chciał pracować jako lekarz. Chyba że postanowimy z żoną wyjechać za granicę.

Przestać przeliczać na złotówki

.Bardzo wielu lekarzy dochodzi właśnie do takiego wniosku: lepiej nam będzie w Anglii czy Irlandii niż w Polsce. I wyjeżdżają, zabierając ze sobą nieraz całe rodziny. Teresa, przepracowawszy w Polsce ponad 20 lat jako pediatra, wyjechała na stałe do Niemiec prawie z dnia na dzień. Zabrała ze sobą męża i niepełnosprawnego synka. – Miałam już dosyć. Miotałam się bez sensu, a pieniędzy i tak nigdy nie starczało. Teraz mam fajną pracę, a warunki i relacja lekarz-pacjent są po prostu nieporównywalne do polskich. Nawet nie wiem, ile zarabiam, bo z miejsca przestałam przeliczać na złotówki. Nie mówiąc o tym, że w Niemczech nikt, widząc moje dziecko, nie wzdycha: „a co to… kto to…?".

Jerzy wyjechał jeszcze za socjalizmu, do Libii, na dwa lata. Zostawił w Polsce żonę z dwójką dzieci. – Przez ten wyjazd omal się nie rozwiedliśmy. Ale po moim powrocie przeprowadziliśmy się do większego miasta i kupiliśmy tam dom. Czasy były zupełnie inne niż teraz. A jednak i wtedy, i obecnie taki wyjazd to zastrzyk finansowy.

Jednak nie wszyscy potrafią położyć na szali całe swoje dotychczasowe życie. Adam nosi się z zamiarem wyjazdu już drugi rok. – Złożyłem swoją aplikację w zagranicznym portalu internetowym. Kliniki dzwonią do mnie, zapraszają, kilka razy byłem nawet na rozmowie w Londynie, ale nigdy do końca nie jestem przekonany, że warto jechać. A to język jeszcze muszę podszkolić, a to proponowane stanowisko wydaje mi się zbyt odpowiedzialne, a to nie potrafię się zdecydować na rozstanie z rodziną…

To nie jest łapówka

Na forach internetowych nikt nie ma wątpliwości: wyjazdy lekarzy nie są dobre dla kraju, ale często są konieczne dla jednostek. „Popieram to, że lekarze wyjeżdżają za granicę jeśli u nas za to co robią dostają nic w porównaniu z krajami europejskimi." – pisze ziomek. Jak podaje "Gazeta Wyborcza", izby lekarskie szacują, że wyjechało już 2-3 proc. lekarzy – najwięcej z zachodu i północy Polski (najświeższy artykuł na ten temat na stronie http://wiadomosci.onet.pl/1355883,0,0,12057,przeglad.html ).

Już wkrótce zacznie brakować specjalistów w dziedzinie medycyny. Czy ci, którzy zostaną, zaczną zarabiać bardziej godziwe pieniądze? Na razie, mimo akcji antykorupcyjnych, większość pacjentów jest przekonana, że lekarze „biorą jak ryby" i że wszelkie większe sumy, jakie posiadają, pochodzą z łapówek. – Jak idziesz do szpitala, to nawet nie myśl o tym, żeby nie dawać – mówi Bianka. – Mojej cioci przed operacją w szpitalu lekarz wprost powiedział: trzy tysiące na rękę. Pojawiają się nawet tak ostre wypowiedzi, jak ta internauty o niku dr Kloc: „Fakt pozostaje faktem: lekarze to łapówkarze i oszuści. Dzięki wam możemy docenić jednak, jak szlachetną profesją jest zawód kieszonkowca. Też okrada biednych, ale przynajmniej ma na tyle honoru, że nie urządza strajków, blokad, protestów i innych podobnych szopek". A co na to lekarze? Anonimowy specjalista z jednego z wojewódzkich szpitali mówi – Ja pacjenta będę leczył niezależnie od tego, czy mi coś da, czy nie da. Ale jak wciska na siłę 20 czy 50 złotych, mam odmówić? I to niby jest łapówka? Przecież wszyscy wiemy, ile lekarze zarabiają. Pewnie, że to dla mnie upokarzające. Ale często nie mam wyjścia.

Kasia Michalczak

Szukaj ofert pracy

Np.: Programista Warszawa (oddzielaj słowa spacjami)

Kontakt z nami

FUNDACJA MANUS
Wybrzeże Wyspiańskiego 23-25, lok. 4.34
50-370 Wrocław
Napisz do nas 
Copyrights 2004-2005, WokolKariery.pl | Fundacja ManusRSS Feed